wersja polskaenglish version

strona główna > Wywiady > wywiad z Rolandem Krzeminskim

wywiad z Rolandem Krzeminskim

Jeszcze niedawno był jedynym w Polsce motocyklistą, który prostą o długości ¼ mili pokonywał w czasie poniżej 10 sekund. Obecnie jest Mistrzem Polski w motocyklowych wyścigach równoległych, ale znacznie częściej można spotkać go w Nissanie 200SX podczas treningów driftingu, niż na wyścigowym motocyklu pędzącym po prostej. O co w tym chodzi? Zarówno to, jak i kilka innych pytań zadajemy Rolandowi Krzemiskiemu – pierwszemu w Polsce driftującemu motocykliście.

Driftingo.pl: Witam Cię i od razu gratuluję zdobycia Mistrzostwa Polski w Wyścigach Równoległych w motocyklowej klasie Moto Plus.

Rolek: Witam. Dziękuję bardzo :)

D: Gratulujemy Ci tego sukcesu, tak samo jak wielu zwycięstw w klasach motocyklowych w poprzednich sezonach. I wszystko byłoby piękne, jasne i logiczne gdyby nie jeden mały szczegół... Co właściwie Mistrz Polski w ściganiu się motocyklem po prostej robi na treningach driftingu w sunącym bokiem Nissanie?!

R: No wiesz... W wyścigach jeździłem już od wielu lat, jak sam zauważyłeś nie raz wygrywałem, a mimo to ze znalezieniem sponsorów do tego sportu cały czas miałem ogromne problemy. A drifting... Drifting zawsze mi się podobał. A że ostatnio bardzo nasiliła się moda na ten sport i akurat nadarzyła mi się okazja do kupienia Nissana z Wielkiej Brytanii, to skorzystałem z tych okoliczności i zacząłem próbować ślizgać się na treningach w Sochaczewie. Im dłużej próbowałem, tym bardziej mi się to podobało, postanowiłem więc iść dalej w tym kierunku.

D: Twoja kariera za kierownicą motocykla nie ogranicza się jedynie do wyścigów równoległych – próbowałeś również swoich sił w Pucharze PZMot – przedsionku Motocyklowych Wyścigowych Mistrzostw Polski. Zdarzyło Ci się nawet stanąć na podium, podczas jednej z rund. Czemu więc nie skłoniłeś się ku tej dyscyplinie, skoro miałeś w niej już pewne doświadczenie?

R: Starty w wyścigach motocyklowych wymagają bardzo dużych nakładów finansowych. Nawet kiedy startowałem w Pucharze PZMot, nie miałem wystarczającego budżetu, żeby móc pojawić się na wszystkich rundach. Oczywiście starty w Mistrzostwach Polski wymagają jeszcze o wiele większych nakładów na sprzęt, a szanse na znalezienie sponsora są bardzo niewielkie. Właśnie dlatego zacząłem startować w wyścigach na ¼ mili - tam wydatki były stosunkowo niewielkie. Zdobyłem w tym roku zarówno Mistrzostwo Polski w klasie Moto Plus, jak i Wicemistrzostwo Polski w klasie King of Moto i mimo to sponsorzy wciąż się nie pojawiali. Postanowiłem więc zakończyć karierę w tamtym kierunku i zacząłem się bawić w drift. Pomimo że nie startowałem jeszcze w żadnych zawodach driftingowych, to po krótkich rozmowach udało mi się już załatwić dwóch sponsorów, co przez trzy lata startów motocyklem było po prostu nierealne.

D: Z pewnością kwestia sponsorów jest bardzo ważna we wszelkich sportach motorowych... Ale przecież w wyścigach równoległych masz już wypracowaną bardzo wysoką pozycję, przez parę lat zdobywałeś doświadczenie dotyczące zarówno techniki jazdy, jak i przygotowania motocykla. W przyszłym sezonie broniłbyś tytułu Mistrzowskiego. W driftingu tymczasem wszystko musisz zaczynać od samego początku. Nie żal Ci rzucać wyścigów w chwili, w której jesteś na szczycie?

R: Z jednej strony jest mi trochę szkoda... Niestety podejście organizatorów do tych wyścigów, a szczególnie do motocyklistów bardzo mi się nie podoba. Przyjeżdżam na zawody na cały dzień – spędzam tam 9 do 10 godzin, a jeżdżę w sumie nie dłużej jak minutę. Podobnego zdania jest wielu moich kolegów, jak choćby Maciek Białobłocki – tegoroczny Mistrz Polski w klasie Moto Maxi, który podobnie jak ja rezygnuje z wyścigów i zaczyna angażować się w drifting. Na pewno jednak ja nie zrezygnuję zupełnie z motocykli...

D: Pozostajesz więc jednak przy motocyklach, ale rozumiem że w tej sytuacji będziesz je traktował już raczej rekreacyjnie niż wyczynowo...

R: Zgadza się. Jeśli będę miał czas i pieniądze, to pojawię się może na wyścigach na torze w Poznaniu, możliwe że wystartuję również na wyścigach na ¼ mili na Bemowie w Warszawie na pierwszym wyścigu w sezonie. Będę to traktował jednak raczej rekreacyjnie i towarzysko niż w kategoriach wyczynowego sportu. Zdecydowanie bardziej nastawiam się na Nissana i jazdę w drifcie.

D: W świecie sportów motocyklowych chyba najlepszym odpowiednikiem driftingu byłby motocyklowy freestyle. Skoro od lat jeździłeś na motocyklu, a podobał Ci się drift, to czemu nie zająłeś się profesjonalnie tą dyscypliną?

R: Freestyle'm zajmowałem się tak bardziej „prywatnie” ;), czyli w wolnych chwilach jeździłem sobie i „głupiałem”. Mam nawet motocykl specjalnie do tego przygotowany. We freestyle'u trzeba naprawdę bardzo dużo czasu poświęcać na treningi, a do tego jest to sport, w którym łatwo o wypadek i poważną kontuzję. To prawda, że wiele lat jeździłem motocyklami, ale samochody zawsze jakoś mnie bardziej pociągały, postanowiłem więc teraz spróbować swoich sił w sporcie samochodowym. Planuję przy najmniej rok - dwa pojeździć Nissanem i zobaczyć jak to wszystko będzie wychodzić. A jeżeli będzie mi się udawało, to będę myślał dalej. Jednak najważniejszym powodem, dla którego nie zdecydowałbym się na wyczynowy freestyle, jest to że mam żonę i dwoje dzieci. W tej sytuacji człowiek już zaczyna myśleć nie tylko o sobie... W tym momencie najważniejsza jest kwestia odpowiedzialności za rodzinę, a w freestyle'u naprawdę nietrudno o wypadek... Do treningów driftu dobieram sobie wyłącznie zamknięte place, no a zawody - wiadomo – są zabezpieczone.

D: Przesiadasz się więc z motocykla na samochód... ale to nie wszystko. Wyścigi równoległe, wyścigi torowe - do tej pory startowałeś w dyscyplinach sportach, w których poślizg jest najmniej pożądanym zjawiskiem. Teraz uczysz się poślizgowej jazdy samochodem... Musisz więc nie tylko zmienić styl jazdy, ale całą filozofię podejścia do tego tematu i to w dodatku w zupełnie innym pojeździe...

R: Tak, to prawda. Dlatego trzeba ćwiczyć - moim priorytetem jest trening i doskonalenie swoich umiejętności. Uważam, że jeśli będę bardzo się starał i wytrwale trenował, to mam szansę nauczyć się tego sportu na tyle, żeby móc powalczyć podczas zawodów. W moim przekonaniu utwierdza mnie to, jak duże postępy poczyniłem dzięki treningom w Sochaczewie. Ja sam czuję, że zupełnie inaczej jeździłem na ostatnim treningu, niż podczas moich pierwszych prób kilka tygodni wcześniej.

D: Wiemy już dlaczego rezygnujesz z wyścigów zarówno torowych, jak i równoległych na rzecz driftingu, wiemy dlaczego przesiadasz się z motocykla na samochód. Ale czemu zdecydowałeś się na samochód z kierownicą po prawej stronie?! Jesteś masochistą, czy są jakieś konkretne powody, dla których stawiasz przed samym sobą tak wiele utrudnień? ;)

R: Po prostu chciałem zaistnieć – liczę na to, że dzięki temu będę bardziej sławny ;) (śmiech) Ale mówiąc poważnie... Po prostu udało mi się sprowadzić po bardzo korzystnej cenie samochód z kierownicą po prawej stronie. Żeby mieć kierownicę po lewej stronie musiałbym wydać pieniądze na jej przekładanie, albo dołożyć do kupna samochodu fabrycznie mającego kierownicę po lewej stronie. Zamiast tego wolę zainwestować w dobre wyczynowe zawieszenie.

D: Skoro kierowałeś się budżetem, to może lepiej byłoby kupić choćby BMW E30 z kierownicą po „ludzkiej” stronie? Nie łatwiej byłoby zacząć zabawę z driftem w takim samochodzie?

R: Mam wielu znajomych, którzy od dłuższego czasu jeżdżą Nissanami, dzięki czemu miałem możliwość już wcześniej przejechać się takim samochodem. Z wielu opinii wiem, że już seryjnym Nissanem można całkiem nieźle driftować, a jego profesjonalne przygotowanie jest tańsze i łatwiejsze niż w przypadku BMW. Szczerze mówiąc nie szukałem więcej opinii na temat BMW, bo przejażdżka Nissanem bardzo mi się spodobała, a do tego nadarzyła się możliwość kupienia wersji S14a w „bardzo dobrych pieniądzach”. Brałem też pod uwagę to, że jeśli drifting nie spodobałby mi się, to Nissana mogłem sprzedać w Polsce i nie stracić na tym. Ale jazda tak mi się spodobała, że postanowiłem zostawić go sobie i zainwestować w przygotowanie go do startu w zawodach.

D: W polskich wyścigach równoległych byłeś prekursorem w kwestii myślenia o profesjonalnym przygotowaniu motocykla do tego sportu. Jako pierwszy zamontowałeś przedłużony tylny wahacz, w czasach, kiedy mało kto w ogóle myślał o takich modyfikacjach. Do driftu kupiłeś Nissana 200SX – samochód, którego modyfikacje są już w Polsce dość dobrze opracowane i przetestowane. Wygląda więc na to, że tym razem nie pozostanie Ci nic innego, jak podążyć wytyczoną przez innych ścieżką... A może mimo wszystko planujesz jakieś zaskakujące rozwiązania?

R: Na pewno będę chciał wykorzystać doświadczenie osób, które sprawdziły na własnej skórze różne rozwiązania. Dotyczy to przede wszystkim zawieszenia APEX, o którym czytałem wiele pozytywnych opinii i na tej podstawie je kupiłem. Również w kwestii modyfikacji silnika będę wzorował się na rozwiązaniach stosowanych przez innych driferów – kupiłem już sprawdzone w innych projektach części i będę sam montował je w samochodzie, specjalistom powierzę jedynie zestrojenie komputera. Jedyną kwestią odnośnie silnika, która może różnić mój samochód od rywali będzie to, że nie planuję zakładać kutych tłoków oraz korbowodów. Z tego co wiem, silnik zamontowany w moim Nissanie jest w stanie wytrzymać na fabrycznych częściach moc do 350 KM, ja nie będę przekraczał tej granicy – zostawię nawet nieco marginesu bezpieczeństwa. Powodem takiej decyzji jest to, że mój samochód ma bardzo niewielki przebieg i przypuszczam, że niezużyte części, które zamontowała mi fabryka, przy odpowiednim traktowaniu mogą okazać się bardziej niezawodne niż wzmocnione odpowiedniki z innych źródeł.

D: Poza tym, że startowałeś w zawodach motocyklowych jesteś założycielem grupy motocyklowej „Dawcy organów” reklamującej się hasłem „Ekstremalnie nienormalni”. Czy aby na pewno wszystko z Tobą w porządku? ;)

R: Dokładnie nazwa brzmi „Dawcy orgazmów” - specjalnie tak zmieniliśmy nazwę, żeby się kojarzyło, ale żeby nie było, że jesteśmy workami organów do rozdania ;). To prawda, jestem jednym z pomysłodawców, ale liderem całego przedsięwzięcia jest Piotrek „Wilex”. Strona powstała trzy lata temu. Byliśmy grupą motocyklistów, którzy jeździli razem na wszystkie zloty, zawody... Postanowiliśmy założyć stronę w sieci, gdzie umieszczamy filmy i zdjęcia z naszych spotkań, „wygłupów” itd. Potem moja kariera rozszerzyła się na wyścigi równoległe i postanowiliśmy z Wilexem założyć forum tematyczne dragbike.pl, na którym więcej ludzi mogłoby się wypowiadać. To forum nadal istnieje, ale na skutek nie najlepszej sytuacji w wyścigach cały temat trochę podupada.

D: Rzadko mamy okazję porozmawiać z prawdziwym „Dawcą” - Ty sam tak siebie nazywasz. Nie możemy Cię więc nie zapytać, jak Ty okiem „Dawcy” widzisz kwestie bezpieczeństwa na drodze – zwłaszcza w odniesieniu do motocyklistów przecinających z prędkościami niemal naddźwiękowymi wąskie i dziurawe ulice polskich miast?

R: Jest w tej chwili bardzo dużo motocyklistów w Polsce i dzielą się oni na prawdziwych motocyklistów, oraz na tych, którzy tylko kupili motocykle. Jest duża różnica, bo ci, którzy ścigają się w zawodach na torach, rzadko kiedy poruszają się motocyklami po mieście. Ja jeżdżę motocyklem po mieście, ale jeśli już się wygłupiam, to staram się to robić w miejscach możliwie bezpiecznych takich jak puste parkingi z długą prostą, czy pusta droga gdzieś w lesie. A jeśli chodzi o jazdy z prędkościami po 200 na godzinę w mieście między samochodami, to tego nie popieram, choć przyznaję że kiedyś sam tak robiłem. Chyba każdy musi przeżyć taki etap i ten który przeżyje to po pierwsze ma szczęście, a po drugie zwykle po pewnym czasie mądrzeje. Niestety nie wszyscy mają to szczęście. Młodzi ludzie pytają mnie nie raz jaki motocykl kupić... Ja zawsze staram się tłumaczyć im żeby na początek kupili coś z silnikiem o niewielkiej pojemności i na tym nauczyli się jeździć. Oni chcą kupować „sześćsetki”, czy nawet „tysiączki” i zwykle odpowiadają, że i tak będą jeździć wolno, co oczywiście jest nieprawdą, bo w takiej „sześćsetce”, która ma 120 koni wystarczy lekko odkręcić gaz i już jedzie się szybko. A jeśli ktoś nie ma doświadczenia, to po prostu nie wie co ma robić przy takiej prędkości. Miałem kiedyś taką przygodę... Zaczepiło mnie dwóch chłopaczków, którzy kupili „sześćsetki” i chcieli ze mną pojeździć. Pojechaliśmy więc na pewną krętą drogę. Ja jechałem dość spokojnie, oni byli za mną. Pokonałem trochę szybciej kilka zakrętów i zatrzymałem się żeby na nich poczekać. Po chwili podjeżdża do mnie jakiś samochód, żebym zawrócił, bo tam się rozbili motocyklami. Okazało się, że jeden z nich jechał 80 na godzinę, zobaczył zakręt, nie wiedział co ma zrobić i pojechał prosto. Oni mieli motocykle po tydzień czasu... Takiej jazdy nie popieram.

D: Przyznajesz więc, że miałeś szczęście, że dożyłeś lat, w których możesz powiedzieć że nie popierasz ekstremalnych wyczynów na zatłoczonych drogach...

R: Tak, zdecydowanie przyznaję. Miałem parę wypadków... Jeden z nich był naprawdę ciężki – leżałem po nim na intensywnej terapii połamany. Ale na szczęcie udało mi się wyzdrowieć. Wyciągnąłem wnioski z tego wypadku. Nadal jeżdżę szybko, ale staram się wyżywać na torze, a jeśli już robię to na drodze to staram się znaleźć takie miejsca, w których nie zagrażam sobie i innym.

D: Wróćmy więc jeszcze do driftu. Słyszeliśmy, że już w sezonie 2008 chcesz wystartować w międzynarodowej lidze IDC. Czy to aby nie są zbyt ambitne plany jak na driftingowego debiutanta?

R: Uważam, że jeżeli uda mi się stworzyć samochód tak, jak planuję i uda mi się bardzo dużo ćwiczyć, to mam szansę. Chciałbym chociaż wystartować. Jeśli udałoby mi się pokazać z dobrej strony i powalczyć z innymi to byłoby super, ale jeśli mógłbym chociaż wystartować, to też będę bardzo zadowolony, nawet jeśli będę ostatni. Każdy start to doskonała okazja do zbierania doświadczenia, bo tak naprawdę na każdych zawodach dowiadujesz się czegoś nowego.

D: A planujesz starty w innych ligach międzynarodowych?

R: Wszystko będzie zależało od finansów. Jeżeli będzie mnie stać na to, żeby pojechać, to pojadę. Moim zadaniem jest przygotować przez zimę samochód, a następnie ćwiczyć i startować w jak największej ilości zawodów.

D: A co z krajową ligą Toyo Drifting Cup?

R: Muszę się jeszcze wiele dowiedzieć, obliczyć sobie budżet, ale chciałbym wystartować we wszystkich eliminacjach. Polskie zawody w przyszłym sezonie będą moim priorytetem.

D: Życzymy Ci więc powodzenia w Twoich ambitnych planach i dziękujemy za rozmowę.


R: Również dziękuję.

wersja do wydruku

powrót