wersja polskaenglish version

strona główna > Wywiady > Wywiad z OBEBO

Wywiad z OBEBO

Podobno w życiu człowieka najważniejsza jest miłość.. Miłość do kogoś, miłość do czegoś... Człowiek, z którym rozmawiamy tym razem, wie o tym doskonale. W pewnej niemieckiej marce  samochodów zakochał się, gdy z wnętrza auta obserwował asfalt przez dziury w podłodze. W  pewnej blondynce ze Śląska zakochał się, kiedy udzielał wywiadu podczas zawodów driftingowych. Człowiek, który na temat Mercedesów serii 190 wie niemal wszystko. Największy  romantyk wśród driferów, najlepszy drifter wśród prawdziwych romantyków – Michał „OBEBO” Przybylski.





DRIFTINGO.PL: OBEBO, mogę przywitać Cię tylko i wyłącznie tymi słowami: No CZEŚĆ!!!

OBEBO: Hehe.. No tak... Witaj.

D: Mówisz „OBEBO” – myślisz „Mercedes”. Czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek prowadzić samochód innej marki? ;)

O: Oczywiście, jeździłem wieloma samochodami... Skoro już o tym rozmawiamy, to jednym z
większych przeżyć było dla mnie prowadzenie Porsche 911, należącego do Mistrza Polski w
Wyścigach Równoległych – Pawła Kowalskiego, który tak, jak ja jeździ w zespole STR8 Teams.
Tak się zdarzyło, że pomagałem Pawłowi w przetransportowaniu jego samochodu z jednego
miejsca w drugie...

D: I przypuszczam, że przytrafiło się Ci się parę razy „niechcący” wcisnąć trochę za bardzo pedał
gazu... ;)

O: No... tak. :) Zwłaszcza, że sam Paweł, jadący wtedy swoim drugim samochodem – również
marki Porsche - powiedział, że mam się za nim utrzymać. Nie miałem więc wyboru... Muszę
przyznać, że wrażenia związane z jazdą 911-tką były bardzo... intensywne :).

D: Rozumiem, że Porsche prowadziło się przyjemnie, ale przyznaj, że bez „celownika” na masce
czujesz się trochę nieswojo...

O: Tak, oczywiście - co Mercedes to Mercedes. Mam sentyment do tej marki jeszcze z czasów
dzieciństwa. Pamiętam, że Tata odwoził mnie do szkoły naszą „beczką”. Był to egzemplarz modelu
W123, pieszczotliwie nazywany przez nas „Niewolnikiem”. „Beczka” była nieco skorodowana,
jednak w roku 1984, nawet będąc w nie najlepszym stanie, robiła furorę w tłumie Maluchów,
dużych Fiatów i Polonezów... Pamiętam dobrze, że gdy tak jechałem do szkoły, oglądałem „przez
podłogę” przesuwający się pod spodem asfalt. (śmiech) No i oczywiście sentyment mam też
konkretnie do modelu 190, bo w 2005 roku miałem poprzedni model...

D: ...no właśnie. Wiemy, że tamten egzemplarz skończył nie najlepiej, a przy okazji również i Ty
ucierpiałeś...

O: Tak. Działo się to na parkingu przed supermarketem. Pewien pojazd nie ustąpił mi
pierwszeństwa na wyrysowanych na nawierzchni uliczkach. Wjechał w mój bok na głębokość, o ile
się nie mylę, czterdziestu dwóch centymetrów! Przy tej okazji złamał mi trzy żebra... Ale na
szczęście ostatecznie wyszedłem z tego cało. Śmiało można powiedzieć, że Mercedes uratował mi
życie, a przy najmniej zdrowie.

D: Twoim pierwszym samochodem nie był jednak model 190, a popularna „Beczka”...

O: Zgadza się. Był to Mercedes „Beczka” z dwulitrowym silnikiem Diesla. Po swapie wykonanym
przez Tatę miał całe 60KM – oszałamiająca moc ;).

D: Moc rzeczywiście ogromna... ;) Ale jak wspominasz go, jako swój pierwszy samochód?

O: Na pewno jest to auto, które darzę ogromnym sentymentem. Przeżyłem w nim wiele
wspaniałych chwil... Żałuję tylko, że w tak nieprzyjemny sposób się z nim rozstałem. Było to tak,
że oddałem auto pewnemu znajomemu, który miał go usprawnić i sobie nim jeździć, ale niestety on
go gdzieś dalej sprzedał... Żałuję, bo chciałbym go mieć, a przy najmniej wiedzieć, co się z nim
dzieje.

D: Od zimy 2004/2005 bierzesz czynny udział w treningach i zawodach driftingowych, nie
rezygnując jednocześnie ze startów w wyścigach równoległych na ¼ mili. Jeden kierowca, jeden
samochód i dwie tak bardzo różniące się dyscypliny sportu?

O: Od roku 2006 drift traktuję bardzo poważnie. Do startów na ¼ mili natomiast zawsze
podchodziłem raczej rekreacyjnie...

D: Swoją przygodę z motorsportem rozpoczynałeś jednak od wyścigów na ¼ mili...

O: Zaczynałem od „ćwierć mili”, bo to było najłatwiejsze. Brałem taki samochód, jaki akurat był
dla mnie dostępny i jechałem na zawody. Tak jak już mówiłem ¼ mili zawsze traktowałem
rekreacyjnie i nigdy nie zależało mi szczególnie na jakichś fenomenalnych wynikach. Muszę się
jednak pochwalić, że podczas jednej z rund, udało mi się osiągnąć czas reakcji 0,000s! :D W tej
chwili na wyścigach pojawiam się „przy okazji” tak, jak to miało miejsce np. w tym sezonie w
Toruniu, gdzie w jeden weekend były rozgrywane zarówno zawody na ¼ mili, jak i eliminacja Toyo
Drifting Cup. Staram się być na wszystkich zawodach 1/4 mili organizowanych przez
Automobilklub Opolski w Skarbimierzu koło Brzegu, bo mam tam przyjaciół, których przy okazji
odwiedzam. Bywam również na Bemowie, bo na te zawody mam „rzut beretem”, a skoro już się
pojawiam na wyścigach, to korzystam z okazji, żeby się przejechać po „prostej”. ¼ mili traktuję
również, jako okazję do sprawdzenia skutków modyfikacji auta i „wjeżdżenia” się w samochód po
jakichś poważniejszych przeróbkach.

D: Rozumiem więc, że podczas modyfikacji samochodu bierzesz pod uwagę raczej drifting niż
wyścigi na ¼ mili...

O: Tak, drifting zdecydowanie jest priorytetem.

D: Prawdopodobnie największym, a na pewno najgłośniejszym Twoim driftingowym sukcesem
było zwycięstwo w pojedynku z Adrianem Korsunem w czterystukonnym BMW M5, podczas
zeszłorocznych zawodów w Toruniu. Prowadziłeś wtedy auto o mocy ponad dwukrotnie mniejszej
niż Twój rywal, a w dodatku pozbawione „szpery”. Jak się czułeś po odniesieniu zwycięstwa w tak
bardzo nierównej walce?

O: Uczucie jest niesamowite! Bardzo żałuję że nie zostało to sfilmowane, ale kiedy tylko się o tym
dowiedziałem, to dosłownie skakałem z radości! Podobnie było wcześniej, w Pile podczas rundy
pokazowej. Wtedy również wygrałem z tym samym zawodnikiem. Wtedy też po raz pierwszy
dostałem się do najlepszej szesnastki. Adrian jechał w BMW 325 i zakwalifikował się do „TOP 16”
na drugim miejscu. Ja do tego pojedynku startowałem z piętnastej pozycji... Jednak to mi udało się
wygrać i było to dla mnie powodem do wielkiej radości :D. Wracając do zwycięstwa w Toruniu,
kiedy to walczyłem z BMW M5... Mówię o tym osiągnięciu tak często, jak tylko ktoś marudzi, że
to auto ma tylko 170 KM - taką mocą dysponował silnik, z którym startowałem w zeszłym roku. I
jeśli ktoś pyta, czy to aby nie za mało na drift, to ja odpowiadam, że w tym sporcie najważniejsze są
umiejętności, co sam pokazałem w Toruniu.

D: Czyli stoisz na stanowisku, że sprzęt pełni w driftingu drugorzędną rolę, a zdecydowanie
najważniejsze są umiejętności?

O: W sezonie 2006 tak było. Jednak w roku 2007 trochę się to zmieniło i uważam, że w kolejnych
sezonach sprzęt będzie już bardzo ważny. Bez dobrego sprzętu nie da się już wygrywać, ani nawet –
w przypadku najlepszych zawodników - dalej rozwijać. Umiejętności nadal są bardzo ważne, ale
aby je dobrze wykorzystać, odpowiedni sprzęt jest po prostu niezbędny. Startować można zawsze,
nawet niekoniecznie mocno zmodyfikowanym autem, ale w takim przypadku są dużo mniejsze
szanse na to, żeby dojść „dalej”.

D: W sezonie 2006 byłeś bardzo podziwiany za to, jak dobrze driftujesz praktycznie seryjnym
samochodem. W tym roku Twoja „trójramienna gwiazda” nieco przygasła, pomimo że samochód
jest teraz poważnie zmodyfikowany. Z czego to wynika?

O: Mój samochód w wersji szesnastozaworowej jest bardzo rzadko spotykany, nawet jako seryny.
Jeśli chce się dodatkowo modyfikować to auto, to okazuje się że przy każdym kroku jest się
prekursorem. Tutaj nie wystarczy tak, jak w przypadku tuningu niektórych innych samochodów,
kliknąć na ebay, wybrać części i zamontować je w samochodzie. W Mercedesie wszystko trzeba
robić samemu. W związku z tym, modyfikacja mojego nowego silnika 2.5 16V trwała aż dziewięć
miesięcy. W tym czasie osoby, które przygotowały swoje auta wcześniej, mogły trenować i
„wjeżdżać się” w swoje maszyny. Tak, jak już wspominałem wcześniej, umiejętności w drifcie są
podstawą... Jest takie powiedzenie, że jeśli stoisz w miejscu, to tak naprawdę się cofasz. Ja, nie
jeżdżąc samochodem przez dziewięć miesięcy, tak naprawdę cofnąłem się na tle całej stawki. Teraz
z treningu na trening, z zawodów na zawody uczę się opanowywania mocniejszego, inaczej
przygotowanego auta.

D: Czy to wiąże się z faktem, że wcześniej jeździłeś autem z silnikiem wolnossącym, a obecnie
dysponujesz doładowaną jednostką?

O: Tak, charakterystyka silnika jest teraz zupełnie inna - wyraźnie wyczuwalna jest „turbo-dziura”.
Tak naprawdę trzeba się tego auta nauczyć na nowo, dlatego najważniejsze dla mnie jest teraz
zdobywanie doświadczenia.

D: Rozumiem. W takim razie zmieniamy temat... Sezon się skończył, a wraz z nim sportowe
emocje. Tymczasem jest wiele osób ze środowiska driftingowego, które choć się do tego nie
przyznają, śledzą sprawy między Tobą, a naszą (Driftingo.pl) reporterką Basią. Na internetowych
forach wciąż pojawiają się niejasne informacje potwierdzające, że sprawa jest aktualna. Powiedz
więc – będzie coś z tego?

O: Ta decyzja nie należy do mnie. (śmiech) Z tego, co wiem Basia jest zajęta... Nie ukrywam
jednak, że reporterka Driftigo.pl jest bardzo miłą dziewczyną i bardzo mi się podoba :). Na
zawodach jest dla mnie muzą – inspiruje mnie do bardziej widowiskowej i lepszej technicznie
jazdy. (w tym momencie w lokalu, w którym rozmawialiśmy z OBEBO zabrzmiał jeden z hitów
Czerwonych Gitar - „Ładne oczy masz, komu je dasz...”)

D: Nie ukrywasz swoich uczuć, a wręcz przeciwnie - publicznie z nimi występujesz, dopisując do
wiadomości na forach internetowych, uwagi dotyczące „tej” sytuacji. Obecnie drifting w Polsce
wkracza w fazę, w której wielu drifterów szuka sponsorów i stara się zaistnieć w mediach. Czy w
związku z tym, nie obawiasz się, że Twoje wyznania mogą być odebrane, jako próby zwrócenia
uwagi mediów na Twoją osobę?

O: Wydaje mi się, że jako jedyny zawodnik startujący Mercedesem w zawodach driftingowych w
Polsce, z góry jestem jakoś tam uprzywilejowany w kwestii medialności. Z pewnością moje
wyznania nie mają służyć zwróceniu uwagi mediów i bardzo bym chciał, żeby nie były w ten
sposób interpretowane. Zależy mi również na tym, żeby Basia nie odniosła wrażenia, że
wykorzystuję swoją rolę driftera, aby wywrzeć na niej wrażenie, czy w jakikolwiek sposób ją
naciskać. Wszystko, co mówię odnośnie Basi jest jak najbardziej szczere. Pierwszy raz zobaczyłem
Basię podczas zawodów w Poznaniu. Nie dość, że byłem bardzo zadowolony z atmosfery panującej
podczas tej imprezy, to jeszcze tak wspaniała dziewczyna, o uwielbianych przeze mnie, blond
kręconych włosach, podeszła do mnie z mikrofonem i zaczęła zadawać pytania... Po prostu nie
mogłem się oprzeć - musiałem wypowiedzieć swoją opinię na temat jej urody, którą byłem tak
zachwycony...

D: Wydaje się, że jesteś jednym z niewielu polskich drifterów, któremu udało się znaleźć sponsora z
prawdziwego zdarzenia. W jakim stopniu ten fakt pomógł Ci w realizacji Twoich planów?

O: Przynależność do grupy Graphite Team w ramach projektu STR8 Teams była dla mnie w tym
sezonie dużą przyjemnością. W pewnym sensie, czuję się doceniony tym, że firma, która miała
ochotę wesprzeć zawodników startujących w driftingu, zgodziła się pomagać właśnie mi. Z
pewnością, dzięki współpracy z firmą STR8, starty w tym sezonie były dla mnie mniej uciążliwe
finansowo, niż w sytuacji, w której musiałbym pokrywać wszystkie koszty z prywatnego budżetu.
Nie bez znaczenia jest również fakt, że miałem swój zespół, który podczas walki na torze, gorąco
dopingował mnie i innych zawodników z naszego Teamu, za co – korzystając z okazji - serdecznie
im dziękuję.

D: Masz za sobą pierwszy wyjazd na zawody zagraniczne i to od razu na światowej sławy tor
Hockenheim w Niemczech. Jak oceniasz te zawody i jak możesz je porównać do imprez
organizowanych w Polsce?

O: Dla mnie sama obecność na torze Formuły 1 była spełnieniem marzeń i wielkim zaszczytem.
Jeździłem na torach w Lublinie, w Kielcach, również w Poznaniu, ale tor Hockenheim zrobił na
mnie ogromne wrażenie. Zaproponowana na zawodach trasa, którą stanowił wydzielony fragment
toru, była szybka, ale jednocześnie bardzo techniczna. Próba na torze „Poznań”, podczas ostatniej
eliminacji Toyo Drifting Cup, również należała do szybkich, ale nie była tak techniczna. Na
Hockenheim po pokonaniu szybkiego zakrętu i przełożeniu auta trzeba było bardzo mocno zwolnić
przed kolejnym łukiem. Mimo wszystko, pod względem organizacyjnym Niemcy, którzy uchodzą
za bardzo uporządkowany naród, bardzo mnie zawiedli. Zdarzały się incydenty takie, jak choćby
brak numerów startowych. Również informacje ze strony organizatorów często były bardzo
rozbieżne. Cały wyjazd uważam jednak za udany. Wywiady i obecność Basi z pewnością wpłynęły
na to, że do domu wróciłem bardzo zadowolony.

D: Twoje auto przeszło niedawno poważne modyfikacje, w tym zmianę silnika. Wiemy jednak, że
planujesz dalsze zmiany...

O: Jeśli chodzi o kwestie silnikowe, to pozostaję przy tym setup'ie, który jest obecnie. Chciałbym
jedynie wymienić wtryskiwacze na większe. Jest to spowodowane tym, że mam w planie
podniesienie doładowania z obecnego 0,6 do 0,8 bara, a to pociąga za sobą wymianę „wtrysków”,
które w obecnej konfiguracji są na granicy wydajności. Z większych modyfikacji, chciałbym
zmienić zawieszenie, bo to, które mam w tej chwili wymaga utwardzenia. Dzięki temu zabiegowi
auto będzie zachowywało się lepiej, zwłaszcza przy wyższych prędkościach. Z dodatkowych rzeczy
chciałbym założyć rozpórkę kielichów przednich, może klatkę, ewentualnie hamulce z wyższego
modelu, no i zrobić porządek pod maską tak, żeby całość lepiej się prezentowała.

D: A jakie masz plany na przyszły sezon – te związane z zawodami? Będziesz startował w Polsce?
Czy może rozważasz kolejne wyjazdy za granicę?

O: Planuję starty we wszystkich rundach przyszłorocznego Toyo Drifting Cup, chciałbym również –
mówiąc wielkimi słowami – udzielać się na arenie międzynarodowej. Z tego, co można się
dowiedzieć na internetowych forach, w zawodach IDC zostaną w przyszłym sezonie mocno
podwyższone wymagania techniczne i nie jestem pewien, czy będę w stanie im sprostać... Bardzo
chciałbym jednak pojeździć jeszcze raz na Hockenheim, jak również wybrać się na Nürburgring.
Myślę również o zawodach na Węgrzech oraz w Czechach.

D: Życzymy Ci w takim razie powodzenia zarówno w zawodach, jak i w innych sprawach ;)

O: Dziękuję bardzo :)



Z Obebo rozmawiał: Jakub Mazurkiewicz

wersja do wydruku

powrót