Driftingo: Cześć! Dlaczego drift?
Michał: Sam sie zastanawiam, dlaczego drift. Wybrałem ten sport, dlatego ze jest to młoda dyscyplina, w której da sie jeszcze utrzymać w czołówce nie wydając przy tym fortuny na auto, tutaj bardziej liczy sie to, co ja potrafię a nie auto. Zdecydowałem się głównie dlatego, ponieważ sport ten rozwija się "ze mną", można powiedzieć, że załapałem się na ostatnią chwilę, gdy zacząłem jeździć wszyscy jeszcze mieli kompletnie seryjne auta, były może pojedyncze wyjątki, ale każdy miał podobny poziom, co powodowało wyrównane szanse u wszystkich. Drift kojarzy mi się z takim przedszkolem przed poważniejszymi sportami, tutaj człowiek uczy się opanowania auta w poślizgu, wyczucia balansu oraz walki z własnym stresem. Na pewno nikt nie powie, że wyścigi torowe są łatwiejsze od driftu, tam jeździ się 20 okrążeń i nie można sobie pozwolić na spin lub wypadnięcie z trasy, bo to oznacza automatycznie przegraną.
D: Czyli drifting nie jest szczytem Twoich marzeń? Co nim jest w takim razie?
M: Nie mogę powiedzieć, że nie jest, bo bym kłamał, drifting jest i będzie dla mnie dobrą zabawą, do momentu, w którym zacznie mi się to zwracać w jakiś sposób. Wszystko jest zabawą, dopóki nie zaczynają rodzić się jakieś pieniądze. Nie mam jakiś wyznaczonych celów, chociaż z miłą chęcią pojeździłbym w WTCC lub coś w tym rodzaju. Nie kręcą mnie Formuły, największe emocje wzbudzają we mnie auta z wyglądu kompletnie seryjne, np.: Clio albo Laguna, które mają 300 KM, w takim aucie to jest prawdziwa walka o przyczepność i to jest najfajniejsze, poruszać się z wielką szybkością autem, który miliony osób używają na co dzień do jeżdżenia po bułki do sklepu, to jest to coś!
D: Używasz dość nietypowego na świecie samochodu do driftu. Dlaczego inaczej niż inni? Był to przypadek, że Omega, czy było to przez Ciebie zaplanowane?
M: Miało być zupełnie inaczej, początkowo jeździłem Omegą, bo czekałem, aż kolega ściągnie mi Nissana S14a. Gdy już mój wymarzony Nissan przyjechał do Polski, kolega do mnie zadzwonił, żebym przyjechał obejrzeć, auto było super i juz je brałem, gdyby nie to, że po paru ostrzejszych zakrętach rozsypał się silnik, już wtedy wyczułem, że Nissan to będą koszty.
Więc nadal ćwicząc jazdę Omegą, myślałem, co innego nadaje sie do driftingu. Przewrotem całej sytuacji była ostatnia runda w 2006r., gdy przyjechał do nas pochodzący z Litwy Timas Simniska, który uplasował się na 2 miejscu. Wtedy zrozumiałem, że nie trzeba kupować takiego auta, jak wszyscy, żeby dobrze jeździć, do tego potrzeba wielu godzin treningu.
D: Mimo wszystko wiemy, ze kilka razy myślałeś już całkiem poważnie nad zmianą samochodu. Słyszeliśmy o jakimś Pontiaku. Jak to wygląda na tą chwilę? Szukasz innego rozwiązania, czy jednak zostajesz przy Omedze?
M: To prawda, myślałem nad innym autem, konkretnie wybór padł na Pontiaca GTO, ale pod warunkiem, że sprzedałbym Omegę, co się jednak nie stało...Znajomi mówią mi, żebym nie zmieniał auta i chyba tym razem ich posłucham.
D: Jakieś inne znaczące zmiany w samochodzie?
M: Na pewno będzie:
mocniejszy silnik, czyli odprężenie silnika i zwiększenie doładowania,
Klatka bezpieczeństwa zgodna z załącznikiem J.,
Drugi fotel z FIA dla pasażera,
Zawieszenie, możliwe że KW Variant 2,
3 calowe 6 punktowe pasy z FIA,
System gaśniczy,
Zastanawiam sie nad przejściem z 15" kół na 16".
Myślę, że to wszystko.
D: No, to jest tego trochę. Czy nie boisz się, że konkurencja ucieknie Ci sprzętowo? Mam na myśli opowieści o 500 konnych nissanach...
M: Gdyby takie Nissany działały i się nie psuły to pewnie tak (śmiech), zresztą tak jak już wcześniej napisałem 500KM i super auto to nie wszystko. Do tego potrzebny jest jeszcze dobry łącznik pomiędzy pedałami, a kierownicą.
D: Jak to jest w takim razie z awaryjnością Twojego auta?
M: Jestem bardzo zadowolony, narazie nie miałem żadnych kłopotów. Na 1-szych zawodach na torze Poznań, silnik nie był wyregulowany. Potem w Bydgoszczy zniszczyłem sobie miskę olejową oraz układ paliwowy, więc to raczej była moja wina, a nie auta. Jedynie na ostatnich zawodach w Hockenhaim uległo uszkodzeniu sprzęgło, ale to z kolei też moja wina, ponieważ podczas pakowania auta w Poznaniu mocno je spaliłem. Oprócz tych wszystkich uszkodzeń miało miejsce jeszcze jedno pod granicą w Niemczech, gdy wracałem z Belgii z zawodów ścigałem się z M5 E39 (szczery uśmiech od ucha do ucha), wygrałem, ale za cenę uszczelki pod głowicą. Myślę, że właśnie ten wyjazd, to był mój najbardziej świrnięty pomysł w życiu. Pojechałem do Belgii na zawody 1200 km w jedną stronę autem, którym startowałem, dopiero gdy dojechałem na miejsce i zobaczyłem tor, to ogarnęło mnie przerażenie z jednej strony banda, z drugiej głęboki piach, więc możliwości uszkodzenia auta - idealne. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie pozwiedzał troszkę okolicy, więc wybrałem się do Brukseli oddalonej ok. 100-150 km od toru. Musielibyście zobaczyć miny ludzi, gdy wysiadałem z auta, w którym nie było tapicerki, tylko kubeł, fotel pasażera i 20 sztuk opon załadowanych za fotelami i w bagażniku i na to wszystko Polskie rejestracje. Jedyne, co przeszkadzało w drodze, to brak ogrzewania (tempreatura ok. 8-12 stopni) oraz straszny hałas przez brak wygłuszeń, nie wspominając o braku radia.
D: Jak to właśnie było z tym wyjazdem? Wiemy, że na miejscu okazało się, że nie ma możliwości startu bez klatki. Jak oceniasz obecną tam konkurencję? Czy daleko odbiegają od tego, co mamy tu w Polsce pod względem sprzęt/umiejętności?
Sz: Tam jest inaczej, wiele aut wygląda fajnie i profi, ale im właśnie zależy na tym, żeby auta przyciągały ludzi, a nie tak jak u nas, że wszyscy wpierw robią mechanikę, a potem wygląd. Oczywiście profi aut było dużo więcej, niż w Polsce, ale wiele było zrobionych tylko z zewnątrz.
Myślę, że w Polsce jest wyższy poziom, niż w Belgii. Jest u nich paru bardzo dobrych zawodników, a reszta to raczej średni poziom. Widać było też różnice w ocenianiu, u nich należało pojechać jak najszybciej i płynniej, wychylenie nie było tak mocno brane pod uwagę, a jeżeli chodzi o pary, to już kompletnie nie wiedziałem, w jakich kryteriach się poruszają i do dzisiaj pozostaje to dla mnie tajemnicą....
Szkoda, że nie mogłem pojeździć w parach, bo w klasyfikacji byłem 10, wtedy mógłbym na pewno więcej na ten temat powiedzieć.
D: Jak możesz porównać organizację zawodów w Polsce, z tymi z Belgii?
M: W Polsce jest problem z punktualnością, zawsze się coś rozjeżdża czasowo. Nie jest to tylko wina Organizatorów, ale również i nas zawodników, wystarczyłoby troszkę więcej się wysilić i na prawdę byłoby super.
To, co przemawia na duży plus w Belgii, to wulkanizator z dużą ilością opon za bardzo niskie ceny oraz ich zorganizowanie. Zawsze wszyscy są punktualni, duży minus daję publiczności, a raczej brak jakiejkolwiek publiczności.
D: Czyli chcesz nam powiedzieć, że w Polsce drifting jest bardziej popularny?
M: Ciężko to stwierdzić po jednych zawodach, nie mam pojęcia, jakie tam zwyczaje panują, czy ta runda była w jakiś sposób reklamowana, itd...
D: Jeszcze wracajac na chwile do zawodów. W finałowej rundzie Toyo Drifting Cup 2007 w Poznaniu, na briefingu było mówione, że na prostej startowej (nie mowa o krótkiej prostej przed dwoma ocenianymi zakrętami) dwa samochody musiały się trzymać blisko siebie. Niestety kierowca, z którym jechałeś uciekł Ci na tej prostej. Prawdopodobnie z tego powodu przegrałeś cały pojedynek. Próbowałeś poprosić organizatorów o powtórkę tego przejazdu?
M: Tak, ale kompletnie ich to nie interesowało, dziwię się, że tak podeszli do tematu, uważam ze postąpili bardzo nie fair skoro wszyscy widzieli, że należało zrobić powtórkę (nawet Paul Vlasblom rozmawiał ze mną na ten temat podczas zawodów), powinni się do tego ustosunkować. Chciałbym dodać, że nie mam żadnego żalu do kolegi, który ze mną startował w parze.
D: Co myślisz o innych zawodnikach startujących w Polsce ?
M: Jest kilku takich, których bardzo lubię, ale reszta w większości to są ludzie fałszywi, co mnie osobiście bardzo denerwuje.
D: Czy nie przeszkadza Ci to ze niektórzy "wygrywają zawody gębą", zanim jeszcze w ogóle wsiądą do auta?
M: To przejdzie, gdy ludzie z widowni zaczną rozróżniać dobre przejazdy, a miejscem nigdy się nie przejmuję, ponieważ uważam, że dobre miejsce musi samo z czasem przyjść.
D: Polscy drifterzy używają różnych technik driftingowych, takich jak np.: kop ze sprzęgła, czy też ręcznego. Jest jednak dwóch polskich drifterów, którzy wypracowali swoje własne oryginalne sposoby na drift. Jednym z nich jest Ogień - jego technika to tzw. "na pełnej k*****", a drugim jesteś Ty - z techniką "wąż". Mógłbyś opisać, na czym ona polega :) ?
M: Chodzi o to, że z powodu dużej masy auta nie mogę zrobić typowej „rybki”, więc robię ją bardzo delikatnie i wygląda to dosyć śmiesznie i czasem robię to na 2xrazy, więc wygląda to, jak wąż (śmiech).
D: Drifting to dość drogi sport, a Twoje auto nie należy do najtańszych w utrzymaniu podczas zawodów. Czy nie żal Ci tych pieniędzy, które "topisz" w tym sporcie? Nie masz czasami myśli: "kurde, za te pieniądze, które wydam w tym sezonie mógłbym pojechać z dziewczyna na Karaiby i kupić jeszcze fajne auto"?
M: Nigdy nie myślę kategorią "co by było, gdyby?", ale muszę się przyznać, że parę razy miałem ideę, żeby zmienić auto na jakieś normalne (czyt. BMW albo Nissan).
D: No właśnie Michałku:) A propos zmiany auta... Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale bardzo zakolegowałeś się z kolegą Ogniem. Ostatnio byliście razem na zlocie BMW w Wyrazowie. Widziano Twoje zadowolenie i wielki uśmiech na twarzy, podczas przejazdów z Wojtkiem, jego ognistym autkiem. Nie zastanawiasz się może nad marką BMW? Jak wiemy Ogień jest wierny tej marce już chyba dożywotnio i czy aby przypadkiem nie próbuje Cię przekabacić na BMW? :D
M: Tak, byliśmy razem w Wyrazowie, nawet sędziowaliśmy zawody. Muszę przyznać się, że na co dzień poruszam się BMW E39 i dobrze mi z tym. Niech próbuje, ale Od razu go ostrzegam, że nic z tego nie wyjdzie! Nawet założyłem się z nim, że jego nowy driftcar będzie wolniejszy od mojej ukochanej Omegi.
D: No i jeszcze a propos tej znajomości.. Czy łączy was coś więcej? Czy tylko zamiłowanie do jazdy bokiem? Bo jak wiemy dzieli was ok. 350 km, a z tego co mi wiadomo, to często przybywasz na Śląsk...
M: Ciepły nie jestem :D A tak poważnie, to po prostu się tak złożyło, że mamy wspólne interesy w Niemczech. A jak każdy wie, dzięki pasji poznaje się nowych, dobrych znajomych.
D: Wiemy, że masz jakieś plany na ten sezon związane z IDC. Czy myślisz poważnie o tej serii? Czy to prawda, że masz zamiar startować w kwalifikacjach do klasy PRO?
Sz: Tak, to prawda myślę nad tym bardzo poważnie, moim głównym celem w tym sezonie to zakwalifikowanie się do klasy PRO.
D: Co, jeżeli uda Ci się zakwalifikować? Niektórzy mówią, że jest zbyt dużo rund (8rund ). Czy nie boisz się ogromnych kosztów, jakie wiążą się z dojazdami do Niemiec?
M: Z myślą o wyjazdach, kupiłem auto-lawetę, dzięki temu koszy dojazdów na zawody będą znacznie mniejsze. Jedyne, o co muszę się martwić, to czy się dostanę do klasy PRO.
D: Jest juz nowy kalendarz PFD. Czy jesteś z niego zadowolony?
M: Zaletą mojego auta jest to że jest szerokie i długie dzięki czemu, przy dużych prędkościach zachowuje się ona stabilnie, więc na pewno dużą wadą nowego kalendarza jest to, że większość zawodów będzie odbywała się na torach kartingowych.
D: Poprzedni sezon pokazał, że w samochodach oprócz przygotowania technicznego ważna jest również oprawa medialna samochodu, czyli malowanie czy zdobienie. W poprzednim sezonie Twój driftowóz nie wyróżniał się niczym specjalnym. Czy masz zamiar to zmienić? Czy szykujesz coś specjalnego na sezon 2008?
M: Tak, jest wiele pomysłów, ale narazie żaden konkretny. Mam nadzieję, że uda wymyślić się jakiś dobry, który wszystkim przypadnie do gustu!
D: Czyli jest szansa, że i Twój samochód będzie bardziej kolorowy w tym sezonie?
M: Tak, będzie kolorowy, ale nie wiem jeszcze, jakie kolory wezmą udział w tej imprezie.
D: Czy chciałbyś komuś podziękować na łamach naszego wywiadu?
M: Tak, chciałbym podziękować mojemu Ojcu, który jest dla mnie, jak najlepszy kolega.
Firmie GekoCars, a konkretnie Eugeniuszowi Fibich, który włożył sporo serca w ten projekt, bez niego to auto nigdy by nie powstało, a również za to, że ma cierpliwość do mnie i moich milionowych wręcz pytań na temat: „a dlaczego to tak dziala...??? (śmiech). Mojej dziewczynie, która zawsze mnie wspiera i wyjeżdża ze mną na wszystkie zawody!
Również wszystkim, którzy mi pomagają, a których nie wymieniłem.
D: Dziękujemy za rozmowę i życzymy ci powodzenia na europejskich i polskich torach wyscigowych.
ZAPRASZAMY DO PRZECZYTANIA PROFILU
MICHAŁA I JEGO
SAMOCHODU