wersja polskaenglish version

strona główna > Wywiady > Wywiad z Bartkiem "Bartdriftem" Owczarkiem

Wywiad z Bartkiem "Bartdriftem" Owczarkiem

Driftingo.pl : Witaj

Bart: Czesc

D: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z motorsportem?
B: Mieszkałem wtedy w Holandii i pewnego dnia pojechałem z żoną do Zandvort, gdzie oprócz morza znajduje się jeden z najciekawszych torów wyścigowych. Odbywał się tam trening Porsche . Tak bardzo spdobał mi się klimat toru i tego wszystkiego, że poczułem - to jest to i chce w tym miejscu przebywać częściej! Już wkrótce zapisałem się na kurs do szkoły Huba Vermolen'a i zakupioną specjalnie do tego celu, stara Sierrą, zdobyłem licencję wyścigową FIA.
Później zakupiłem Porsche 911 Carrerę 4 (964), jednak okazało się, że samochód jest zbyt ciężki z uwagi na napęd na 4 koła i nie miałbym szans na dobrą rywalizację na torze. Samochód został do jazdy na co dzień, a ja kupiłem kolejne Porsche 944 s2, które to przygotowałem od podstaw i dość kompleksowo. Później okazało się, że planowana jest seria długodystansowa, która nie kosztowała majątku, a dawała ogromną frajdę. I tak wraz ze znajomym przejeździliśmy sezon w Dacia Logan Cup. Nigdzie nie nauczyłem się tak dużo, jak wtedy. To był fajny czas. Zawody odbywały się na naprawdę dobrych i znanych torach, takich jak: Assen, Zandvort, Spa, Zolder czy Ostersleiben. Sezon zakończony 24-godzinnym wyścigiem - pozostanie niezapomnianym okresem mojego życia.

D: Czyli rozumiem, że bardzo podobała Ci się rola kierowcy wyścigowego. Skąd więc pomysł na zmianę dyscypliny na drifting?
B: Zmieniać dyscypliny nie chciałem, jedynie w pewnym momencie doszła kolejna :)
Miałem takie szczęście, że w szkole, gdzie przygotowywałem się do egzaminu na licencję FIA uczył Paul Vlasblom.
W jednym dniu treningowym były zajęcia z driftingu. Pojęcia nie miałem, co robię i po co, bo wykłady i przygotowania do kolejnych zajęć były po holendersku, a wtedy jeszcze mój niderlandzki nie był wystarczająco dobry, żeby zrozumieć wszystko.
Pan wykładowca Paul wsiadł do BMW i pokazywał, co robić. No to robiłem. Właściwie to nie robiłem, tylko próbowałem :) Jak już wspomniałem, nie widziałem co robię, ale już wtedy mi się spodobało i chciałem więcej. W Holandii odbywały się kursy driftingu, ale jakoś przez rok od tych pierwszych prób nie udało mi się nigdzie zapisać. Dopiero po roku, na kursie doszkalającym zdarzyło się tak, że wykładowcami było również kilka osób z drift clubu. Jeździłem już wtedy Porsche i na jednym z okrążeń zatrzymał mnie starszy dziadek (wykładowca), wsiadł ze mną do auta, żeby zobaczyć jak jeżdżę. Potem zamieniliśmy się miejscami. Dziadek (jak wiem teraz - jeden z najsławniejszych kierowców rajdowych w Holandii) wsiadł i od pierwszego zakrętu walił bokiem, jak wściekły, ciesząc się, jak dziecko z tego, że samochód jest taki „chętny” do driftu. Siedziałem przerażony i nie odzywałem się, ale kiedy na jednym z dość szybkich zakrętów wyprzedziliśmy bokiem jednego z moich - rownież zdziwionych, jak ja kolegów - wiedziałem już, że to jest to! Od tego czasu nie myślałem już o niczym innym. Zaliczyłem później jeszcze kilka szkoleń i kursów, po czym życie zechciało, abym wrócił do Polski. I tutaj czekał mnie ogromny zawód. Pojechałem na mistrzostwa Polski w wyścigach na tor Poznań, bo miałem zamiar jeździć w Polsce. Jednak to, co tam zobaczyłem przeszło moje najczarniejsze obawy. Kilka samochodów na krzyż, powalająca szarość i nuda. Praktycznie zero kibiców. Coś strasznego. Po tym, czym żyłem tam, to było bardzo traumatyczne przeżycie. W krajach Beneluxu motorsport jest kolorowy, żywy i atrakcyjny. Na zawodach są pełne trybuny kibiców, a grafik pełny wszelakich serii i pucharów. A u nas - na jedynym właściwie torze - odbywa się giełda i to jest tam priorytetem.
Miałem zakupiony już wtedy samochód do driftu (mojego nissana s14a) i aż mnie ciarki przeszły, że nic tu z nim nie zrobię. Całe szczęście okazało się, że nie jest aż tak źle. Znalazłem PFD, odkryłem że drifting rozwija się tez w Polsce. Wyścigi porzuciłem już całkiem, za to z driftingu nie zrezygnuję :)

D: Powiedziałeś, że po powrocie do Polski zakupiłeś Nissana s14a, jednak wiemy, że nie był to samochód, w którym stawiałeś swoje pierwsze kroki w Polsce. Chyba nie wstydzisz się pewnego auta z Bawarii?
B: Kiedy kupiłem s14a, to myślałem, że zrobię w nim kilka modyfikacji typu: zawias, klatka, środek i troche podniosę moc, ale bez zbędnego hardcoru. Kupiłem auto w Berlinie i po powrocie do domu postanowiłem je "wypróbować". Po 10 minutach usłyszałem dziwne stukanie od strony silnika. Później okazało się, że to był dźwięk, który prześladuje mnie po dziś dzień - panewki.
Auto pojechało do Krakowa, do Mateusza Bieńkowskiego, a on stwierdził, że w sumie to i tak silnik nadaje się do remontu i lepiej od razu kupić więcej „gratów” w Stanach i robić "na grubo". Cały proces miał trwać 2, 3 miesiące, a trwał ponad 7 (dodam, że każdy telefon po przekroczeniu 3 miesięcy z pytaniem – „kiedy koniec?” - kończył się odpowiedzią – „no, jeszcze z 2, 3 tygodnie i kończymy). Nie chcąc czekać bezczynnie, zakupiłem BMW e34 535. Po podstawowych modyfikacjach zacząłem treningi. Wystartowałem tym samochodem w ostatniej rundzie TDC w 2006 roku, jednak miałem strasznego pecha. Treningi odbywały się na suchym asfalcie, a na samym początku eliminacji lunął potężny deszcz. Nie dość, że nigdy nie miałem okazji jeździć tym samochodem w deszczu, to jeszcze okazało się, że szyby jakoś nie specjalnie „znają” zjawisko odparowywania, toteż swoją karierę w roku 2006 zakończyłem efektownym spinem zaraz po pierwszym zakręcie. Samochód służy aktualnie jako auto w „szkoladriftu.pl” i można go wynająć w czasie treningów.

D: Wspomniałeś o szkole driftu - jako, że nie wszyscy czytelnicy vortalu driftingo.pl mogą kojarzyć tą organizację, możesz ją krótko opisać?
B: Kiedy wróciłem do Polski i zamieszkałem na śląsku, od pierwszej chwili zacząłem poszukiwać jakiegoś miejsca na treningi. Jak się szybko okazało - miejsc takich po prostu nie ma! Bardzo wierzę, że śląsk ma potencjał i jest tu wiele osób, które chciały by spróbować dritingu. Toteż dzięki pomocy wielu osób, które informowały mnie, gdzie mogę szukać (niestety nie znam śląska zbyt dobrze) w końcu udało znaleźć się w miarę odpowiedni plac. Idea Szkoły Driftu jest taka, aby dać szansę wszystkim, którzy chcą spróbować. Docelowo mam też nadzieję, że z tych osób, które spróbują, wykształci się kilku, kilkunastu drifterów, którzy tak, jak ja - zaangażują się w drifting. Już teraz jest kilka osób, które zaczynały w roku 2007 na pierwszych treningach. Obecnie wiem, że szykują nowe auta, zmieniają set up'y w starych i myślą coraz poważniej o driftingu. Kto wie, może już wkrótce śląsk będzie miał mocną reprezentację drifterów, którzy na zawodach będą zawsze w TOP16? : )

D: A jak wyglądają plany Szkoły Driftu na rok 2008?
B: Sezon zaczynamy 3-dniowym kursem dla początkujących. Będziemy uczyli się zupełnych podstaw driftingu, tak, aby osoby które zakończą kurs były przygotowane do samodzielnej nauki driftu. Po tym kursie będziemy organizowali normalne, już bardziej otwarte treningi dla wszystkich.

D: Treningi podobnie, jak w poprzednim roku będą organizowane na placu w Zabrzu oraz na torze w Wyrazowie?
B: Tak, dokladnie. Dzięki zaangażowaniu MOSiR’u i niesamowitemu podejściu Pani Prezydent miasta Zabrze, mimo wielu sprzeciwów okolicznych mieszkańców - udało nam się uzyskać pozwolenie na organizowanie treningów driftingu na cały rok! I to w centrum miasta! To naprawdę przełom.
Późniejsze treningi będą organizowane również na torze w Wyrazowie. Myślimy też o zorganizowaniu śląskich zawodów w driftingu.

D: Nie jest tajemnicą, że jesteś najbardziej aktywnym polskim drifterem na europejskiej scenie driftingowej. W swoim pierwszym sezonie(2007) odwiedziłeś wiele krajów(Niemcy, Węgry, Czechy, Francja, Polska) uczestnicząc m.in. w International Drift Challenge, King Of Europe Drift Series, Hungarian Drift Series. Którą imprezę driftingową najlepiej wspominasz?
B: Hmmm... to ciężkie pytanie. Na początku sezonu bardzo podobało mi się na Węgrzech. Pod względem atmosfery i organizacji, zaangażowania, to naprawdę jest tam super. Niestety to ich "zaangażowanie" jest chwilami zbyt duże, dlatego więcej tam już nie pojadę. Zainteresowani wiedzą o co chodzi. Problem u nich jest też jeszcze jeden. Mają bardzo dużo samochodów typu BMW, Łada, toteż świadomie wybierają tory kartingowe, bardzo wolne, mimo że mają na Węgrzech naprawdę sporo torów z bardzo szybkimi zakrętami typu Hungaroring czy Euroring. Ja niestety szukam trochę szybszej jazdy, gdzie wrażenia są trochę bardziej intensywne. Najlepiej jednak wspominam ostatnią rundę TDC w Polsce. Myślę, że to były najfajniejsze zawody na jakich byłem w całym sezonie 2007. Nie tylko dlatego, ze zająłem 3-cie miejsce.

D: Czyli w obecnym sezonie(2008) nie planujesz startować w seriach innych niż IDC(Niemcy) oraz oczywiście PFD Drifting Cup(Polska)?
B: Cóż…jest jeszcze jedna seria, którą się obecnie interesuję - seria austriacka. Bardzo dobre tory, dobra organizacja. Obawiam się jednak braku lepszych od siebie, a to już nie jest ciekawe. Zobaczymy. Na pewno IDC, bo bardzo wierzę w tą serię i w intencje organizatorów. Poza tym widzę tam ogromny potencjał. Położenie Niemiec pośrodku państw, w których rozwija się drifting, super szybkie tory i niemiecka miłość do motoryzacji musi dać efekty. Wierzę, że będzie to wkrótce największa seria dirftingowa w Europie. Oczywiście będę jeździł również w Polsce. Tutejsi organizatorzy również zaczynają starać się bardziej, a to bardzo ważne.

D: Wracając jeszcze do zawodów na Węgrzech. Jak podobał Ci się nocny drifting w finałowej rundzie King Of Europe Drift na torze Mariapocs?

B: Bardzo mi się podobał! Dwa minusy: pora roku (to już było trochę za późno i temperatura spadła tak bardzo, że warunki zmieniały się dosłownie z przejazdu na przejazd) oraz błyski lamp aparatów po oczach - tragedia! Był taki jeden zakręt,
że przez około 2, 3 sekundy nie było nic widać. Wiesz…jedziesz, noc, ciemno, a tu nagle błyski prosto w oczy...
Cała reszta to rewelacja! Super klimat, świetna zabawa kibiców i w ogóle niesamowity show. Kto wie, jakby skończyły się te zawody, gdyby nie to, że nie pozwolono mi zmienić opon i odpadł cały bieżnik na ostatnim przejeździe. Miałem ogromną przewagę nad Vernonem i ten ostatni zakręt dzielił mnie od wygranej z nim. Jak wiadomo, to on wygrał całe zawody.
Zresztą to jeden z powodów, dla których zrezygnowałem ze startów w KOE. Jeszcze muszą się dużo nauczyć, żebym zechciał wydawać pieniądze, a na koniec usłyszeć, że mogłem sobie zmieniać opony przed jazdami.

D: Napisałeś, że warunku zmieniały się z przejazdu na przejazd. Wielu drifterów narzekało na ogólny spadek temperatury asfaltu wieczorem. Czy tobie ten fakt także utrudniał jazdę?
B: W późniejszym czasie pewnie zacząłby utrudniać, ale nie dotrwałem aż tak długo.

D: W finałowej rundzie Toyo Drifting Cup 2007 w Poznaniu wygrałeś pojedynek w parach z Paulem Vlasblomem, który jako pierwszy Europejski drifter otrzymał licencję D1 poprzez pokonanie japońskiego kierowcy D1 w zawodach D1GP Exhibition Match Silverstone 2006. Jak się wtedy czułeś? Czy uważasz ten pojedynek za twoje dotychczasowe największe osiągnięcie w driftingu?
B: Na pewno tak. Nie uważam jednak, żeby to Paul przegrał. Przegrał tylko sprzętem, a konkretnie oponami. Miał pecha, bo ja jeździłem na Toyo r888, a on na chińskich oponach. Jedyna ich zaleta, to dość duże ilości dymu, jaki wytwarzają, ale przyczepność do moich - nieporównywalna. W finałowym pojedynku, na prostej za zakrętem po prostu mu odjechałem i Paul nie mógł już mnie dogonić. Oczywiście mam jakąś satysfakcję z tej wygranej, bo w końcu uczeń prześcignął mistrza (to on jako pierwszy udzielał mi lekcji driftingu), ale mam świadomość, że do jego umiejętności i ogromnego doświadczenia jest mi bardzo daleko. Było mi później też trochę przykro, bo Paul przyjechał w końcu z dość daleka, no i był 100% faworytem.

D: Nie ma chyba w Polsce osoby zainteresowanej driftingiem, która nie słyszałaby o Twoim najnowszym nabytku - 100% japońskim Nissanie S15. Jakie są Twoje pierwsze odczucia odnośnie nowego auta?
B: Pierwsze odczucia? Hmmmm...auto jest dużo bardziej zwarte. W moim stjuningowanym przez polskich magików s14 wszystko było na trytytkach  i latało, gdzie co chciało. Tutaj takiej sytuacji nie ma. To znaczy też jest dużo trytytek, ale są jakieś inne... Takie japońskie jakieś ; ) a tak poważnie, to mam jedynie obawy, co do jazdy z kierownica po prawej stronie. Na pewno będę musiał nauczyć się również jazdy z dwu-tarczowym sprzęgłem i sekwencyjną skrzynią biegów, ale to wszystko kwestia treningów. Ogółem jestem zadowolony z tego zakupu jak i z super profesjonalnego podejścia pośrednika w Japonii, firmy driftcars.jp . Wszystko poszło tak łatwo, jakbym sprowadzał to auto z Niemiec, a nie z drugiego końca świata. Gorąco polecam !

D: Wspomniałeś o sekwencyjnej skrzyni biegów. Jest już zamontowana w aucie?
B: Nie, jeszcze nie, ale to kwestia tygodnia. Skrzynia leci do mnie z Australii, więc trzeba jej dać trochę czasu.

D: Silvię, jeżeli mogę mówić jej po imieniu, zabrałeś na koniec marca na IDC Star Search, gdzie zdobyłeś licencję IDC PRO. Jakie są Twoje wrażenia po zawodach?
B: Cóż…Silvią nie pojeździłem zbyt długo, gdyż ukręciła się półoś. Było to niestety kolejne następstwo nieumiejętnego obchodzenia się z samochodem na treningu w Zabrzu, gdzie zniszczyłem dyfer i jak się okazało - niestety dopiero w Niemczech, również półoś. Teraz już wiem, że „strzał” ze sprzęgła przy dwutarczowym sprzęgle nie jest najlepszym pomysłem.

D: A co z Twoją "Żabą" S14a - jakie masz plany odnośnie tego auta?
B: Próbuję sprzedać ten samochód, ale to nie jest takie łatwe. Mimo, że cena to połowa tego, co dałem. Jeżeli znajdzie się klient, to auto sprzedam. Jeżeli nie, to będę nim jeździł. Myślę też całkiem poważnie nad jeżdżeniem na zawody z dwoma samochodami. Jakby jeden się zepsuł, to wsiadam do drugiego i gonię dalej : )

D: Na twojej S15 nie sposób nie zauważyć naklejki „Team Toyo Drift”. Jakie jest Twoje powiązanie z firmą Toyo Tires?
B: W sezonie 2008 będę reprezentował opony Toyo. Stąd też naklejki na moim aucie.

D: W takim razie życzę Tobie oraz Twojej Silvii  powodzenia na sezon 2008! Dzięki za wywiad.
B: Dzieki.

Zobacz najnowszy samochód Bartdrifta

wersja do wydruku

powrót