wersja polskaenglish version

strona główna > aktualności > WYDARZENIA > TDC 2008 Runda 1

Aktualności

[WYDARZENIA] TDC 2008 Runda 1

07.05.2008
Przygotuj deszcz. Dużo deszczu. Zmiksuj go z najtrudniejszym torem w historii polskich zawodów driftingowych. Wrzuć do tego niewyspanych kierowców i mechaników, którzy przez poprzednią dobę lub dwie walczyli z czasem, aby zdążyć przygotować samochody do udziału w zawodach. Sprawdź czy dodałeś wystarczająco dużo deszczu i profilaktycznie wlej jeszcze drugie tyle. Całość dopraw pourywanymi elementami nadwozi samochodów, które regularnie wypadały z trasy i częstymi przerwami w zawodach podczas których wyciągano auta z błotnistego pobocza. Na koniec dodaj jeszcze trochę deszczu dla pewności, że wszystko jest absolutnie mokre. Tak mógłby wyglądać przepis, według którego odbyła się pierwsza tegoroczna runda Toyo Drifting Cup. Patrząc na tę recepturę można spodziewać się dania nie tylko niezbyt smacznego, ale wręcz niestrawnego. W przepisie tym brakuje jednak paru składników, których w Lublinie było pod dostatkiem. Pierwszy z nich to doskonałe umiejętności zawodników tworzących wspaniałe widowisko nawet na niezwykle trudnej trasie, w fatalnych warunkach atmosferycznych. Drugim jest publiczność, która pomimo wody nieustannie lejącej się na głowę, wody pod nogami, wody w butach, wody za kołnierzem i wody w każdym miejscu na torze, trwała wiernie dopingując kolejnych kierowców. To właśnie te dwa kluczowe składniki, w połączeniu ze sporą ilością nowych driftingowych projektów, sprawiły że z tego, co miało duże szanse stać się błotnistą papką, powstały widowiskowe zawody driftingowe ze wspaniałą atmosferą. Powstały zawody godne miana inauguracji sezonu driftingowego 2008.
Do kwalifikacji przystąpiło trzydziestu zawodników, wyłonionych poprzedniego dnia spośród pięćdziesięciu pięciu chętnych do startu drifterów. Do pokonania mieli oni trasę rozpoczynającą się prostą pozwalającą na rozpędzenie się przed bardzo długim prawym zakrętem. Zakrętem, który w swojej środkowej części zwiększał swój promień, aby pod koniec znów się zacieśnić. Po jego pokonaniu należało, pozostając w prawym poślizgu, przejechać krótką prostą. Na jej końcu był bowiem drugi, tym razem dużo ciaśniejszy prawy zakręt, po którym wystarczyło już tylko przejść do lewego łuku kończącego oceniany odcinek.
Już w kwalifikacjach wysokimi umiejętnościami zaskakiwali nie tylko zawodnicy z zeszłorocznej czołówki. Kilku kierowców obstawiających w sezonie 2007 środkowe i dolne rejony klasyfikacji oraz paru zupełnych debiutantów pokazało, że jeśli tylko naprawdę się chce, to można jeszcze dogonić czołówkę. Pierwszym tego przykładem jest Szymon Budzyński. W zeszłym sezonie, zasiadając za kierownicą BMW 535 serii E34, nie tylko nie był on w stanie dostać się do najlepszej szesnastki, ale zajmował tak dalekie pozycje, że mało kto w ogóle zauważał jego obecność na zawodach. Tym razem Szymon zasiadł za kierownicą srebrnego BMW M3 E36 i najwyraźniej ten samochód odpowiada mu znacznie bardziej niż poprzedni. Pomimo bardzo trudnych warunków Szymon w swoim drugim przejeździe zaprezentował się na tyle dobrze, że zakwalifikował się do tsuiso na piętnastym miejscu. Co prawda nie udało mu się przejechać dwóch pierwszych zakrętów bez wyprostowania samochodu, jednak kiedy już wprowadził samochód w poślizg, utrzymywał dość duże wychylenie.
Wiele osób uważa, że od pewnego czasu w driftingu nie da się już walczyć słabym, niedofinansowanym samochodem. Występujące w czołówce auta o mocach przekraczających 400 KM potrafią skutecznie zniechęcić nawet największego pasjonata driftu, którego stan konta nie jest porównywalny z budżetem średniego przedsiębiorstwa. Na szczęście są i tacy, którzy zupełnie nie zwracają na to uwagi. Rafał Rosłon – mechanik z firmy TomaRacing wystartował w zawodach po raz pierwszy w życiu. Prowadził Nissana 200SX S13. Zakres modyfikacji – wymagany do udziału w zawodach centralny wyłącznik prądu, opróżnione ze zbędnych elementów wnętrze i utwardzone u kowala zawieszenie. Koszt całego projektu łącznie z zakupem samochodu – poniżej 5000 zł. Przejazd – agresywne wejście w pierwszy łuk za pomocą hamulca ręcznego, długie, stabilne poślizgi przerywane jedynie krótkimi wyprostowaniami spowodowanymi brakami w mocy i niemal idealna linia. Rezultat – szesnaste miejsce i awans do przejazdów parami! Tak, to nie pomyłka! Debiutant w niemalże seryjnym Nissanie awansował do tsuiso! W driftingu nadal więc to umiejętności i talent są najważniejsze.
Nie to jednak tak, że sprzęt jest zupełnie bez znaczenia. Przekonał nas o tym dobitnie Jakub Skomorucha. Jeszcze w zeszłym sezonie za kierownicą niemalże seryjnego BMW E30 zajmował miejsca na granicy awansu do tsuiso. W zimie jego samochód przeszedł poważne modyfikacje – pod maskę zawitał turbodoładowany silnik o pojemności 3.5 litra i mocy niemalże 350 KM. To dzięki nowym możliwościom auta niezaprzeczalny talent i doskonałe umiejętności Jakuba wreszcie mogły zostać w pełni wykorzystane. Srebrne BMW całą trasę pokonywało w nieustannym, stabilnym poślizgu z prędkością i wychyleniem, którego nie powstydziłby się nawet najlepiej przygotowany Nissan. To, co Jakub wyprawiał na torze po prostu nie mogło się nie podobać! Za trzeci przejazd sędziowie przyznali mu aż 90 punktów, dzięki czemu zakończył eliminacje na doskonałym czwartym miejscu.
Tuż przed Jakubem był drugi z zawodników reprezentujących nieoficjalny zespół mocnych BMW E30 – znany z doskonałych przejazdów w zeszłym sezonie Bartosz Chrzanowski. Również i tym razem Bartosz pokazywał najwyższą klasę w samochodzie, który rzadko ma okazję choćby stać obok Nissanów opływających w importowane z Japonii części. Z tak wielką prędkością jak Bartosz, w pierwszy zakręt nie wchodził nikt. Wydawało się że deszcz i śliska, mokra nawierzchnia nie są dla niego żadną przeszkodą. Przy pełnej prędkości na trzecim biegu niebieskie w tym sezonie E30 było agresywnie „podcinane” hamulcem ręcznym i od tego momentu, aż do końca ocenianej strefy pędziło z pełnym wychyleniem i idealną linią. Bartosz Chrzanowski potrafi zrobić doskonałe widowisko nawet za kierownicą BMW E30 pływającym w strugach deszczu!
Choć szczerze podziwiamy zawodników, których samochody zostały zbudowane ich własnymi rękami w przydomowych garażach, to nie da się ukryć że naprawdę wielkie wrażenie sprawiają profesjonalnie przygotowane samochody i to najchętniej te z Japonii. Nissan Silvia S15 mógłby w ogóle nie wyjeżdżać na tor, a i tak samym swoim istnieniem wzbudziłby ogromną sensację. Jednak nie przyjechał on do Lublina po to, żeby stać w namiocie serwisowym, ale po to, żeby z Bartłomiejem „Bartdriftem” Owczarkiem za kierownicą walczyć o najwyższe pozycje. Bartdrift doskonale wie co robić z taką maszyną. Prędkość jego przejazdów jest jeszcze większa, niż w przypadku Bartosza Chrzanowskiego, a kąt wychylenia samochodu co najmniej równie imponujący. Nie faworyzujemy nikogo z powodu sprzętu jakim dysponuje, trzeba jednak przyznać że profesjonalnie przygotowany, pędzący bokiem Nissan Silvia S15 wywołuje w każdym fanie driftu nieporównywalne z niczym emocje.
Nieporównywalne emocje towarzyszyły również Bartoszowi „BRT” Stolarskiemu podczas piątkowych kwalifikacji do zawodów. Przyjechał w ostatniej chwili, po ponad dobie nieustannej pracy nad samochodem swoim, oraz trzech swoich przyjaciół. Kiedy wreszcie Bartosz wyruszył do kwalifikacyjnego przejazdu... dosłownie zmielił trzecie przełożenie w swojej skrzyni biegów! To miał być koniec jego udziału w zawodach. Ale nie był! Pożyczonym od Piotra Jankowskiego Nissanem 200SX S13 BRT zakwalifikował się do zawodów i to na pierwszym miejscu! Jakby tego było mało, z pomocą przyjaciół udało mu się w nocy z piątku na sobotę przywieźć do Lublina drugą skrzynię biegów. Po wielogodzinnej walce z czasem i zmęczeniem fioletowy Nissan 200SX S14a był gotowy do zawodów. BRT po prostu wsiadł do niego i... wykonał najlepszy przejazd w eliminacjach - jeszcze szybszy, jeszcze bardziej widowiskowy i jeszcze bardziej emocjonujący niż wszystkie pozostałe. Już drugi raz podczas tego weekendu BRT zwyciężył. Pozostał mu jeszcze jeden, ostatni krok – tsuiso.
Zanim jednak przejdziemy do tsuiso, nie możemy nie wspomnieć o takich zawodnikach jak Tomasz Marciniak, który pożyczonym od Piotra Grąbkowskiego Nissanie Skyline'em jeździł tak, jakby był właścicielem tego samochodu od co najmniej pięciu lat. Zakończył dzięki temu kwalifikacje na doskonałym, szóstym miejscu. Musimy również wspomnieć o Piotrze Grelce w granatowym BMW M3 E36 Sedan, który już pod koniec sezonu 2007 zaczął pokazywać się z naprawdę dobrej strony. Tym razem nie pozostawił nikomu żadnych wątpliwości, że jego miejsce jest w ścisłej czołówce, zajmując piątą pozycję. Niestety musimy również wspomnieć o Łukaszu „Zwierzaku” Wojtczaku, który wystąpił w niedokończonym samochodzie, zupełnie bez wcześniejszego treningu. Problemy z opanowaniem niedopracowanego samochodu zakończyły się dla Wicemistrza sezonu 2007 na dziewiętnastym miejscu w kwalifikacjach, nie pozwalającym na udział w przejazdach parami. Przykrą niespodzianką była również osiemnasta pozycja Dawida Cierechowicza w doskonale przygotowanym biało - czarnym BMW M3 E46. W zeszłym sezonie Dawid radził sobie świetnie wszędzie tam, gdzie można było użyć mocy samochodu do pokonania driftingowej trasy. Tor w Lublinie bezwzględnie wymagał jednak wielokrotnego użycia hamulca ręcznego, z którym Dawid nie radził sobie już tak dobrze. Doskonale podczas piątkowych kwalifikacji radził sobie za to Michał „OBEBO” Przybylski w Mercedesie 190. Niestety po wypadnięciu na skarpę podczas jednego z przejazdów treningowych, zaczął jeździć bardzo zachowawczo, co skończyło się dla niego na dwudziestym siódmym miejscu.
W grze pozostało szesnastu drifterów. Nadszedł więc czas na Tsuiso! W pierwszej parze rewelacyjny debiutant – Rafał Rosłon w czerwonym Nissanie 200SX S13 gonił Bartosza „BRT” Stolarskiego w fioletowym Nissanie 200SX S14a. Rafał gonił BRT i to bardzo skutecznie! Co prawda miał mniejsze wychylenie niż rywal i chwilami prostował samochód, ale nie pozwalał mistrzowi sezonu 2007 na powiększenie dystansu. W drugim przejeździe Rafał jedchał jako pierwszy. Niestety chyba coś złego działo się z jego samochodem, bo na drugim zakręcie czerwone S13 zwolniło i bez poślizgu dotoczyło się do mety. Zwyciężył BRT.
Piotr Jankowski w bordowym Nissanie S13 efektownie wyprzedził Wojciecha „Ognia” Łubkowskiego w BMW E36 V8 podczas pierwszego ich pojedynku. Jednak już podczas drugiej próby wyspinowł na ostatnim zakręcie, przez co zaprzepaścił dużą przewagę i odpadł z dalszej rywalizacji.
Piotr Grelka w granatowym BMW M3 E36 Sedan skutecznie blokował Macieja „Keepsake'a” Szlemińskiego w biało-czerwonym Nissanie 200SX S14a. Japońskie coupe goniące niemiecką limuzynę co chwilę zmuszone było jechać na wprost, co zdecydowanie nie wpływało pozytywnie na jego ocenę. Jednak kiedy Piotr Grelka gonił, popełnił jeszcze większy błąd – wypadł z trasy i ugrązł w błocie. Keepsake za to dwa zakręty dalej wykonał spin. W obu przejazdach błędów było tak wiele, że sędziowie ogłosili dogrywkę. W pierwszym jej przejeździe Keepsake znów zaatakował Piotra i znów był zmuszony do kilkukrotnego wyprostowania swojego Nissana. Dopiero na ostatnim łuku Maciej podjechał blisko do jadącego przed nim BMW, pozostając w niemal równym wychyleniu. Piotr Grelka jako goniący nie był tak agresywny jak jego rywal – jechał w dość dużej odległości za Keepsake'iem, ale za to w ciągłym, nieprzerwanym poślizgu. Okazało się, że jest to znacznie lepsza recepta na zwycięstwo. Do dalszych rozgrywek przeszedł Piotr Grelka.
W pierwszym pojedynku Krzysztofa „Terego” Tereja w pomarańczowym Nissanie 200SX S13 i Jakuba Skomoruchy w srebrnym BMW E30 Sedan obaj jechali dość dobrze, obaj momentami prostowali samochody i w nagrodę obaj otrzymali po 5 punktów. Drugi przejazd tych zawodników wyglądał już zupełnie inaczej. Tery nie mógł wprowadzić swojego auta w poślizg przez większość pierwszego zakętu. Jakub tymczasem niemal całą trasę przejechał w stabilnym, głębokim drifcie i właśnie dzięki temu awansował do grona najlepszych ośmiu zawodników.
Bez dogrywki nie obyło się podczas walki Rafała Lecha w granatowym BMW M5 E34 i Tomasza Marciniaka w Nissanie Skyline'ie. We wszystkich ich pojedynkach Rafał jechał szybciej niż Tomasz, jednak było to spowodowane mniejszym wychyleniem, oraz chwilowymi prostowaniami jego BMW. Tomasz tymczasem wszystkie przejazdy pokonał w nieustannym, głębokim poślizgu i to zaważyło o jego zwycięstwie.
Zmagania z Przemysławem Jańczakiem w BMW M3 E36 na długo pozostaną w pamięci Łukasza „Sosena” Sosnowskiego prowadzącego BMW 5 E28. Pozostaną one w jego pamięci nie dlatego, że zarówno w pierwszym, jak i w drugim pojedynku miał on problemy z utrzymaniem swojego wiekowego auta w poślizgu, ale dlatego, że w drugim przejeździe z jednego z jego kół zsunęła się opona i potoczyła się w sobie jedynie znanym kierunku. Widowiskowość tego manewru stała na najwyższym poziomie, jednak to niemal bezbłędnie jadący Przemysław Jańczak otrzymał przepustkę do ćwierćfinału.
Szymon Budzyński w srebrnym BMW M3 E36 i Bartłomiej „Batdrift” Owczarek w Nissanie Silvia S15 w obu swoich pojedynkach jechali z podobnym wychyleniem, jednak ze zdecydowanie różną prędkością. Bartdrift zarówno utrzymywał dużą odległość przed rywalem, kiedy przed nim uciekał, jak i zniwelował dzielący ich początkowo dystans, kiedy gonił. Sędziowie nie mięli problemów z oceną – do dalszych rozgrywek przeszedł Bartdrift.
Ćwierćfinały rozpoczęły się walką Wojciecha „Ognia” Łubkowskiego w BMW E36 Sedan goniącego Bartosza „BRT” Stolarskiego w Nissanie 200SX S14a. Ogień nie zaprezentował się tak dobrze jak rywal w kwestii wychylenia, Stąd rezultat 7:3 dla BRT. BRT, jako goniący, rozpoczął pojedynek daleko za Ogniem, jednak już na pierwszym długim łuku zaczął niwelować odległość dzielącą go od przeciwnika. Stracił jednak cały odrobiony dystans, gdy przed drugim zakrętem przerzucił samochód do poślizgu w lewą stronę. Ledwo wyratował się z tej sytuacji, ale nie popełnił spina ani nie wypadł z trasy.Jednak jazda po prostej spowodowala wygrana Ognia w tym pojedynku.Wynik jednak brzmiał 6:4 dla Ognia i oznaczał, że BRT utrzymał przewagę wypracowaną w pierwszym pojedynku.
W walce między Jakubem Skomoruchą w BMW E30, a Piotrem Grelką w BMW M3 E36 Sedan nie udało się wyłonić zwycięzcy po dwóch regulaminowych przejazdach. W pierwszej próbie nieco lepszy był Jakub, w drugiej z kolei z lepszej strony pokazał się Piotr. Jak zwykle w takich wypadkach jedynym wyjściem była dogrywka. Pierwszy jej pojedynek przebiegał pod dyktando ładnie jadącego Piotra Grelki – Jakub Skomorucha zbyt często prostował samochód. W drugim przejeździe okazało się to jednak zupełnie bez znaczenia. Piotr Grelka wyspinował i tym samym rozwiązał dylemat sędziów – dalej przeszedł Jakub.
Bartosz Chrzanowski jeżdżący BMW E30 dostał się do ćwierćfinałów bez konieczności walki we wcześniejszym etapie. Jego rywal – Jacek Sobczak - nie wziął udziału w 1/8 finału na skutek awarii silnika w Nissanie 200SX S14a. Jednak już aby dostać się do najlepszej czwórki, Bartosz musiał już stoczyć walkę z Tomaszem Marciniakiem w Nissanie Skyline. Podczas pierwszego ich pojedynku to właśnie Tomasz popełniał mniej błędów i w dodatku, jako goniący, dogonił Bartosza na tyle, że na ostatnim zakręcie mógł już pozwolić sobie na bardzo odważny atak. Bartosz wiedział, że drugą próbę musi rozpocząć tuż za samochodem rywala. Tak też zrobił – początkowo trzymał się za białym Skyline'em bardzo dobrze, jednak już w drugiej fazie pierwszego zakrętu nie opanował samochodu i wypadł poza tor. Tomasz Marciniak spokojnie dokończył przejazd i w ten sposób awansował do półfinałów.
Bartłomiej „Bartdrift” Owczarek w Nissanie Silvia S15 od początku wiedział, że pojedynek z Przemysławem Jańczakiem w BMW M3 E36 to nie będzie spacerek po plaży. Od początku jechał więc strategicznie. W pierwszym przejeździe Bartdrift gonił i początkowo utrzymywał taką odległość, aby mieć pole manewru. Już na drugim zakręcie zbliżył się jednak do Przemka po to, aby w ostatnim łuku podjechać tuż pod drzwi M3. Jako uciekający, Bartdrift robił co było w jego mocy aby zmylić jadącego za nim przeciwnika, jednak Przemek nie odpuścił i cały czas prowadził swój samochód niemal równolegle do niebieskiej Silvii. Sędziowie nie byli w stanie jednoznacznie wskazać zwycięzcy, zarządzili więc dogrywkę. W pierwszym jej przejeździe obaj zawodnicy wjechali w głęboką kałużę na poboczu i wyprostowali swoje samochody na połączeniu między drugim a trzecim łukiem. Jadący z tyłu Bartdrift wykorzystał ten moment i wyprzedził trójkolorowe M3. Na trzecim zakręcie, obaj zawodnicy wykończyli przejazd jadąc już bokiem do kierunku jazdy. W drugim pojedynku dogrywki Bartdrift jechał cały czas daleko przed Przemkiem i tym razem jego dominacja na torze była niezaprzeczalna. To właśnie on ostatecznie wywalczył dla siebie miejsce wśród najlepszych czterech drifterów w Poznaniu.
A spośród czterech najlepszych tylko dwóch będzie walczyć o zwycięstwo. Zostaną oni wyłonieni podczas walk półfinałowych. Jednym z dwóch finalistów będzie z pewnością Bartosz „BRT” Stolarski... lub Jakub Skomorucha. W obu ich przejazdach pierwsza, szybsza część trasy należała do BRT. To on miał tutaj większe wychylenie i jednocześnie porównywalną do Jakuba prędkość. Na dwóch ciasnych zakrętach E30 Jakuba jechało już tak dobrze jak Nissan należący do BRT, jednak nie było w stanie zaprezentować się na tyle dobrze, żeby nadrobić straty do rywala. BRT bez najmniejszych wątpliwości zasłużył na awans do finału, jednak nie można nie docenić Jakuba w BMW E30, który w wolniejszych partiach toru walczył z ponad czterystukonnym potworem z Japonii, jak równy z równym.
Półfinał Bartłomiej „Bartdrift” Owczarek kontra Tomasz Marciniak zapowiadał się jako niesamowity pokaz wspaniałych samochodów, z których żaden nie był nigdy sprzedawany w kontynentalnej części Europy. I rzeczywiście – show jaki robiły Nissan Silvia S15 oraz Nissan Skyline R33 nie pozostawiał najmniejszych powodów do narzekań. Różnice między driftem w wykonaniu Bartdrifta a tym, który prezentował Tomaszem Marciniakiem były minimalne – obaj jechali bardzo szybko, z dużym wychyleniem i w niewielkiej odległości. O werdykcie sędziów zdecydowały szczegóły, takie jak chwilowe zmniejszenie wychylenia przez Tomasza Marciniaka między pierwszym a drugim zakrętem. Do finału przeszedł Bartdrift.
Oba półfinały były niezwykle wyrównane. Nie trudno było więc przewidzieć że również podczas walki o trzecie miejsce żaden z zawodników nie dominował wyraźnie na torze. I rzeczywiście. Jakub Skomorucha i Tomasz Marciniak, pomimo zupełnie różnych samochodów, pędzili po trasie z taką samą wysoką prędkością i w takim samym, głębokim wychyleniu. Żaden z nich nie miał zamiaru odpuścić i żaden nie popełniał błędów, które mogłyby zadecydować o odpadnięciu któregokolwiek z nich. Jak zwykle w takich sytuacjach nie obyło się bez dogrywki. Prawdopodobnie również i ona nie przyniosłaby rozstrzygnięcia... gdyby nie opona w BMW E30. To właśnie przez jej pęknięcie Jakub nie mógł utrzymać samochodu na torze – wyjechał na pobocze, właśnie wtedy gdy Tomasz Marciniak kończył właśnie swój kolejny udany przejazd. Na najniższym stopniu podium stanie więc Tomasz, który trzecie miejsce wywalczył w pożyczonym od Piotra Grąbkowskiego samochodzie!
W końcu nadszedł czas na pojedynek gigantów polskiego driftingu. Bartosz „BRT” Stolarski i Bartłomiej „Bartdrift” Owczarek już od piątkowych treningów i kwalifikacji do zawodów udowadniali, że na początku sezonu 2008 to właśnie oni są najlepszymi drifterami w Polsce. W pierwszym pojedynku prowadził BRT. Jechał w tradycyjnym dla siebie dynamicznym i efektownym stylu, od tyłu jednak cały czas bez najmniejszych skrupułów atakował go Bartdrift. Niebieska Silvia niemal przez cały oceniany odcinek ustawiała się równolegle do fioletowego 200SX'a. Uwieńczeniem tego wspaniałego widowiska miał być ostatni zakręt, na którym agresywne ataki wychodzą zdecydowanie najlepiej. I rzeczywiście – Bartdrift dojeżdża przodem pod same drzwi Nissana należącego do BRT! Wychylenie Silvii jest jeszcze większe niż poprzedzającego ją 200SX'a! Bartdrift dodaje jeszcze gazu i... Spinuje!!! Na trzy metry przed końcem strefy ocenianej Nissan Silvia stoi tyłem do kierunku jazdy! To oznacza oczywiście wynik 10:0 dla BRT. Czy Bartdriftowi uda się odrobić tę stratę w drugim przejeździe? Biorąc pod uwagę, że BRT prawie nigdy nie popełnia poważnych błędów, jest to mało prawdopodobne. Bartdrift jednak nie rezygnuje. Musi dać z siebie wszystko. Rozpędza swoją Silvię na prostej. Tuż przed zakrętem pędzi jak nikt inny w tym miejscu. Zaciąga hamulec ręczny.. samochód ustawia się bokiem i... Wystrzeliwuje z trasy prosto na trawiastą skarpę, skąd nie może już wyjechać. BRT wie, że już wygrał. Nawet jeśli teraz wyspinuje, to i tak zwycięży. BRT jednak nie spinuje. Jak zwykle pędzi do mety w pełnym wychyleniu ciesząc widzów ostatnim przejazdem zawodów.
Brawo dla BRT! Wytrzymał piątkową awarię skrzyni biegów, wytrzymał niemal trzy doby praktycznie bez chwili snu, wytrzymał też finałowy przejazd ze swoim największym rywalem. Wytrzymał i wygrał! Mistrz sezonu 2007 rozpoczyna serię Toyo Drifting Cup 2008 od zwycięstwa! Czy tegoroczne zmagania driftingowe przebiegną pod jego dyktando? Jeśli wygra drugą rundę w Bydgoszczy, pozostałym zawodnikom będzie bardzo trudno go dogonić w dalszej części sezonu. O tym jednak przekonamy się dopiero siódmego czerwca. Do tego czasu Bartosz „BRT” Stolarski pozostaje niezwyciężonym Mistrzem Polskiego Driftingu.

Tekst: Jakub Mazurkiewicz

wersja do wydruku

powrót do listy aktualności