wersja polskaenglish version

strona główna > aktualności > TRENINGI > Trening w Sochaczewie 11.11.2007

Aktualności

[TRENINGI] Trening w Sochaczewie 11.11.2007

12.11.2007
Jest środek listopada 2007 roku. Cała polska scena driftingowa pogrążona jest w jesiennej melancholii i przygnębieniu... cała? Nie! Jeden ośrodek, gdzieś w centralnej części kraju wciąż stawia opór niskim temperaturom i przelotnym opadom! Drifterzy z Warszawy i okolic nadal raz na 2 – 3 tygodnie spotykają się na wojskowym lotnisku w Sochaczewie, aby w bezpiecznych warunkach dobrze się bawić oraz doskonalić swe umiejętności.

Impreza rozpoczyna się jeszcze przed wjazdem do jednostki wojskowej. Pomimo że temperatura powietrza nie przekracza pięciu stopni, to drifterzy, zamiast grzać się w samochodach, korzystają ze spotkania, wymieniając się doświadczeniami i uwagami dotyczącymi modyfikacji w swoich maszynach. O 10:00 szlaban idzie w górę i kolumna driftingowych aut przetacza się obok stróżówki. Jeszcze tylko krótka odprawa z organizatorami i możemy ruszać.

Niemal trzydziestu drifterów ma do dyspozycji trzy trasy. Pierwsza z nich to prawdziwe wyzwanie – długi, szeroki łuk, po którym następuje kawałek prostej zakończony bardzo ciasnym nawrotem. Jakby tego było mało, zaraz za nim trzeba rozpędzić się w poślizgu, aby prawidłowo pokonać nieco szerszy zakręt w przeciwną stronę. Taka konfiguracja toru to wyzwanie nawet dla najbardziej doświadczonych drifterów. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach walczyć z tak złośliwymi zakrętami, zawsze może przenieść się na drugi tor. Tutaj nieco mniej doświadczeni kierowcy mogą, na niezbyt skomplikowanym slalomie, poćwiczyć wyczucie masy samochodu przy przechodzeniu z jednego poślizgu w drugi. Jest tu także szeroki, długi łuk, którego nie da się pokonać bez umiejętności utrzymania samochodu przez dłuższy czas w stabilnym poślizgu. Na tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z driftingiem, czeka plac z dwoma pachołkami, gdzie można ćwiczyć „ósemki”. Ułożenie wielu tras umożliwia zorganizowanie dobrej zabawy i skutecznego treningu dla drifterów o zróżnicowanych umiejętnościach.

Jednak w Sochaczewie nie tylko umiejętności zawodników są zróżnicowane. Gama samochodów, które pojawiają się na treningach, również nie daje pod tym względem powodów do narzekań. Oczywiście najbardziej popularne są BMW serii E30, które z uwagi na niską cenę, dobre osiągi już w seryjnej wersji, oraz dostępność tanich części zamiennych, wręcz idealnie nadają się na auto treningowe. Naturalnie nie brakuje też Nissanów 200SX, począwszy od serii S13, a na S14a skończywszy. Oprócz tych dwóch najbardziej popularnych wśród polskich drifterów modeli, na treningu znajdą się i takie, które rzadko spotkać można nawet podczas Toyo Drifting Cup. Drifter o tajemniczym nicku „e7” pojawia się w kultowej Toyocie Corolli AE86. Pomimo że japoński driftowóz na nadmiar mocy nie cierpi, to właściciel całkiem dobrze radzi sobie nawet na najtrudniejszej trasie. Widać, że umiejętność wykorzystywania masy samochodu w przechodzeniu z jednego poślizgu w drugi nie są mu obce. Na pasie w Sochaczewie nie sposób nie zauważyć czarnego BMW Z4. Nie dość, że to bardzo efektowny i rzadko spotykany na driftowych trasach samochód, to jeszcze najwyraźniej trafił on w dobre ręce. Jego właściciel znany jest wśród drifterów z Mazowsza jako „Makinen”. Biorąc pod uwagę wielkie rajdowe sukcesy Tommiego Makinena, to przezwisko może w pierwszej chwili wydawać się nieco na wyrost. Nie warto jednak wyciągać pochopnych wniosków. Nasz polski Makinen spisuje się bowiem na zakrętach bardzo dobrze. Nawet najtrudniejszą trasę pokonuje w praktycznie nieprzerwanym drifcie. Jeśli dodamy do tego, że Makinen driftuje dopiero od trzech miesięcy, a jego samochód pozbawiony jest szpery, to okazuje się, że mamy do czynienia z bardzo zdolnym kierowcą, który już w przyszłym sezonie może mocno namieszać w Toyo Drifting Cup. BMW Z4 Makinena rzuca się w oczy, jednak nawet
ono nie jest w stanie odwrócić naszej uwagi od srebrnej Toyoty Supry wyposażonej w body kit z Neodesign. Jej obecność na treningu zawdzięczamy, znanemu ze startów w Toyo Drifting Cup, Maciejowi Wodzińskiemu. Co prawda to nie Maciej jest właścicielem efektownej Toyoty – on na razie pozostaje wierny swojemu Nissanowi 200SX S14, jednak to właśnie Maciej namówił na wizytę w Sochaczewie osobę, do której należy Supra. Było to o tyle łatwe, że osobą tą jest ojciec Macieja. Pierwszy występ „japońskiego Ferrari” nie jest zbyt udany, mamy jednak nadzieję, że pan Wodziński, podobnie jak jego syn, połknie driftingowego bakcyla i w przyszłym sezonie będziemy mieli okazję podziwiać Suprę profesjonalnie zamiatającą zakręty. Jeśli do Corolli, Z4 i Supry dodamy Opla Omegę, Mazdę MX5 oraz Mercedesa 190, należącego do znanego z Toyo Drifting Cup, Obebo, to otrzymamy naprawdę ciekawą mozaikę pojazdów, których podziwianie nie nudzi się nawet po kilku godzinach.

Tak jak różne są samochody, tak i różne są drifingowe upodobania zawodników. Jedni wolą szybkie trasy, inni bardziej techniczne. I tutaj odkrywamy niezaprzeczalną zaletę tego, że treningi
rozgrywane są na płycie lotniska. W trakcie kwadransu można kompletnie przebudować ustawioną konfigurację zakrętów, zupełnie zmieniając jej charakter. O 13:00 zawodnicy zgłaszają chęć zmiany trasy dla zaawansowanych a już po chwili zamiast ciasnych nawrotów pojawia się szybki slalom zakończony połową ronda.

Kiedy tylko trasa jest gotowa, wpadają na nią pierwsi drifterzy. Jak to bywa w driftingu, ostra jazda czasem kończy się nieprzyjemnie. Opony oczywiście nie znają litości i ich wystrzały na skutek „intensywnej eksploatacji” są na porządku dziennym. Do widoku auta ciągnącego za sobą strzępy gumy jesteśmy przyzwyczajeni, jednak kiedy w BMW Z4 należącym do Makinena opona o stosunkowo wysokim profilu dosłownie eksploduje, robi nam się trochę szkoda tego pięknego samochodu. Na problem dezintegracji ogumienia szanujący się drifter jest jednak przygotowany. Co innego, jeśli zdarzy się poważniejsza awaria tak, jak choćby w przypadku czerwonego BMW E30 prowadzonego przez „Bolca”. Kiedy współpracy odmawia pompa paliwa, robi się niewesoło – przed właścicielem staje wizja powrotu do domu na holu. Na szczęście 318 IS wyposażony jest w alternatywną instalację paliwową. Przełącznik na desce rozdzielczej wędruje w położenie „LPG” i BMW może jechać o własnych siłach a, co więcej, przyjemnie tanio.

Zawziętość drifterów z Mazowsza zasługuje na prawdziwe uznanie. Pomimo zimna i szybko zapadającego zmroku, pas startowy w Sochaczewie nie pustoszeje aż do 16:00, kiedy to zarządzony ostaje koniec treningu. Podobnie jak przez cały dzień, również i tym razem zawodnicy z godnym podziwu posłuszeństwem stosują się do zaleceń organizatorów i po kilku chwilach są gotowi do opuszczenia jednostki. Jak na ten raz wystarczy zabawy, jednak już teraz wiemy, że jeśli tylko Mazowsza nie przykryje warstwa białego puchu, to za dwa tygodnie sochaczewskie lotnisko znów zapełni się rządnymi wrażeń drifterami.

Zdjęcia z treningu

wersja do wydruku

powrót do listy aktualności