
[TRENINGI] Trening Driftu Poznan 15.03.2007
18.03.2008
Rok 2008. Rozpoczął się już ponad trzy miesiące temu, ale tak naprawdę wciąż nie wiemy co nam przyniesie. Niektórzy mają na ten temat swoje teorie. W Rosji na przykład jest to Rok Rodziny, w Polsce – Rok Zbigniewa Herberta, Unia Europejska chciałaby, żeby był to Rok Dialogu Międzykulturowego, w Warszawie z kolei data 2008 ma się kojarzyć z Pragą – dzielnicą po wschodniej stronie Wisły. To piękne idee, ale na szczęście nie wszystko da się z góry założyć i ogłosić. Bo czy można przed rozpoczęciem driftingowego sezonu wyrokować o tym, jaki będzie miał on przebieg? Nie, raczej nie... Ale my i tak spróbujemy tego dokonać! A przy najmniej dowiemy się jakie siły będą miały wpływ na tegoroczne driftingowe rozstrzygnięcia.
Właśnie nadarzyła się doskonała ku temu okazja. 15. marca na torze „Poznań” odbył się trening driftingu zorganizowany przez Polody Performance i AKW. To nie pierwszy tegoroczny trening na tym obiekcie, dlaczego więc akurat tym razem mielibyśmy dowiedzieć się więcej niż zwykle? No cóż... Być może dlatego, że właśnie tym razem, po raz pierwszy w rosyjskim „Roku Rodziny”, wśród zawodników pojawili się znani i doświadczeni kierowcy z polskiej czołówki... Być może dlatego, że właśnie tym razem, po raz pierwszy w Roku Zbigniewa Herberta, członkowie Polskiej Federacji Driftingu stawili się na torze niemal w komplecie... Być może dlatego, że po raz pierwszy w Roku Dialogu Międzykulturowego, na torze pojawili się dziennikarze z popularnych czasopism tuningowych, oraz z telewizji... Być może. Prawdziwy powód całego zamieszania jest jednak tylko jeden – sezon driftingowy zbliża się do nas wielkimi krokami. Tak wielkimi, że jego klimat już czuje się w powietrzu – szczególnie w tym unoszącym się nad torem „Poznań”.
To właśnie z powodu tego powietrza i tego klimatu tor „Poznań” jest zdecydowanie najlepszym miejscem w Polsce, aby rozruszać zesztywniałe przez zimę driftingowe kości. Obiekt w stolicy Wielkopolski daje dość duże możliwości w kwestii wyboru zakrętów, jednak organizatorzy stwierdzili, że nie należy zaczynać od razu od zbyt wysokiego „pułapu”. Udostępnili więc kierowcom na początek jedynie tor kartingowy. Na szczęście nie dotyczyło to całego treningu. Na tych, którzy wykazali się dobrymi umiejętnościami podczas rozgrzewki czekało starcie z „Babą Jagą”. Wtajemniczeni wiedzą, że nie chodzi tu o złośliwą emerytkę mieszkającą w cukierni „Chatka z piernika”, ale o bardzo szybki, długi zakręt za prostą startową, który nosi imię słynnej wiedźmy. Wyjście z tego trudnego łuku znajduje się pod kątem niemal 180 stopni do wejścia! Ci, którzy nie są w stanie zapoczątkować poślizgu z prędkością powyżej 120 km/h nie mają czego tam szukać. Dlatego właśnie do walki z „Babą Jagą” Maciej Polody wytypował jedynie tych, którzy na torze kartingowym wykazali się odpowiednim poziomem umiejętności i odpowiednim poziomem odwagi.
Do tego grona z pewnością zaliczyć można byłoby Bartłomieja „Bartdrifta” Owczarka. Podczas ostatniej rundy Toyo Drifting Cup 2007 udowodnił on, że długie, szybkie zakręty są dla niego tym, czym dla Otylii Jędrzejczak olimpijski basen, a dla Adama Małysza mamucia skocznia. Niestety Bartdrift nie mógł potwierdzić tego podczas treningu, pomimo że na torze „Poznań” obecny był zarówno on sam, jak i jego zielony Nissan 200SX. Niestety, podobnie jak przez cały poprzedni sezon, tak i tym razem samochód nie pozwolił mu rozwinąć skrzydeł. Po 10 minutach jazdy silnik ogłosił kapitulację, serwując właścicielowi kolejną już awarię uszczelki pod głowicą. W związku z nieustannymi problemami z dotychczasowym samochodem Bartdrifta, dość dużo mówi się o tym, że już szykuje się dla niego zupełnie nowy projekt. Nam nie udało się potwierdzić tej informacji. Wiemy jedynie, że mechanicy nadal pracują nad zielonym driftowozem, na bazie modelu 200SX S14a, którym Bartdrift startował w zeszłym roku. Miejmy nadzieję, że na początek sezonu uda się doprowadzić do sytuacji, w której para Bartdrift – Nissan będzie w stanie ukończyć bezawaryjnie choć jedne zawody. W zeszłym roku nie udało się to ani razu.
Cały sezon 2007 bez poważniejszych przygód z samochodem przejeździł za to Dariusz Matyjaszek, wśród drifterów i kibiców znany doskonale jako Łysy z Słupska. Łysy w związku z nowym sezonem nie zmienił co prawda samochodu, zmienił jednak zupełnie podejście do swojej maszyny. Jeszcze na ostatniej rundzie sezonu 2007 szczycił się seryjną skórzaną tapicerką swojego niebieskiego BMW M3. Tym razem miejsce czarnych miękkich obić zajęły klatka bezpieczeństwa, kubełkowy fotel i szelkowe pasy. Zabieg ten przyniósł nie tylko poprawę bezpieczeństwa, ale również zmniejszenie masy i to o ponad 200 kg. Masa ta zniknęła głównie ze środkowej i tylnej części nadwozia, co spowodowało zmianę balansu samochodu. Odciążona tylna oś nie pomaga Łysemu w rozwijaniu i utrzymywaniu dużych prędkości w poślizgu. Dodatkowo najpopularniejszy drifter z Pomorza testuje hydrauliczny hamulec ręczny własnej konstrukcji. „Baba Jaga” bez skrupułów wykorzystuje te wszystkie czynniki, kilkukrotnie wyrzucając Łysego na swoją zewnętrzną stronę. Raz nawet tak daje mu popalić tak, że niebieskie BMW niejest w stanie samodzielnie wrócić na tor – w wydostaniu zakopanego auta muszą pomóc wierni kibice. Pomimo mocnych ciosów od „Baby Jagi” Łysy wraca do domu zadowolony z nowych doświadczeń w samochodzie prowadzącym się nieco inaczej niż dotychczas.
Nie tylko Łysy testował nowe rozwiązania techniczne. Mercedes 190 2.5 Turbo należący do Michała „OBEBO” Przybylskiego tuż przed treningiem otrzymał nowe, większe wtryskiwacze. Pozwoliły one podnieść ciśnienie doładowania. Zabiegi te spowodowały nieznaczną poprawę osiągów silnika. Jedyny w Polsce driftowóz z gwiazdą na masce osiąga teraz moc dochodzącą do 300 KM. Tak samo ważne, a może nawet ważniejsze niż poprawienie parametrów silnika, było dla OBEBO zwiększenie sztywności zawieszenia. Nowy, grubszy stabilizator tylnej osi zniwelował głębokie przechyły nadwozia, które gnębiły Mercedesa przez cały zeszły sezon. Nowe modyfikacje sprawdziły się na torze całkiem dobrze, dzięki czemu OBEBO pokazywał się z dobrej strony. Zachowanie samochodu cieszyło go niemal tak bardzo, jak obecność na torze niektórych kibicek i fotoreporterek.
Nieźle radził sobie również inny drifter pochodzący z Warszawy. Krzysztof „Tery” Terej tak jak w zeszłym sezonie, jeździł złoto-pomarańczowym Nissanem 200SX S13. Podobnie jak w przypadku Bartdrifta, wiele mówi się o nowym driftigowym projekcie tego kierowcy. Czy Tery pojawi się na pierwszej tegorocznej rundzie innym niż dotychczas samochodem? Na to pytanie nie znamy jeszcze odpowiedzi. Wiemy natomiast, że Tery podczas treningów duży nacisk kładzie na jazdę w parach. Zarówno w pojedynku z OBEBO, jak i w walce z Łysym atakował niezwykle agresywnie i bardzo skutecznie. Na tyle skutecznie, że udało mu się wyprzedzić Mercedesa w poślizgu. Jeżeli równie zacięte pojedynki w wykonaniu Tergo czekają nas w trakcie zawodów, to możemy liczyć na wysokie pozycje tego zawodnika w końcowych wynikach poszczególnych eliminacji. Liczymy również na nieco więcej szczęścia dla kolegi Terego z teamu Drifters.pl – Marcina „Królika” Królickiego. Na treningu awaria wyczynowej pompy paliwa Wallbro uniemożliwiła mu jazdę niebieskim Nissanem 200SX S14.
Nic nie przeszkadzało w treningach Piotrowi „Pingowi” Grąbkowskiemu... no może poza niekompletną i nieco zniekształconą karoserią Nissana Skyline R33. W kultowym japońskim driftowozie wreszcie pojawił się zaspawany mechanizm różnicowy oraz godne tego modelu zawieszenie. Gwintowany zestaw firmy Tein zdecydowanie poprawił zachowanie samochodu w zakrętach, a regulowane dolne wahacze przy przedniej osi pozwoliły ustawić kąt pochylenia kół na wartość -2 stopni. Dzięki tym zabiegom samochód, który w zeszłym roku bujał się jak Dar Pomorza na falach Atlantyku, teraz prowadzi się dość pewnie i pozwala na dużo dynamiczniejsze i płynniejsze manewry. Dzięki nim właśnie przejazdy Pinga zyskują wiele na atrakcyjności. W dalszych jego planach dotyczących Skyline'a przewidziany jest montaż utwardzonych tulei gumowo - metalowych w zawieszeniu, dobór odpowiednich charakterystyk stabilizatorów oraz zakup regulowanych wahaczy górnych, które pozwolą zwiększyć kąt pochylenia przednich kół o dalsze 3 - 4 stopnie. Naturalnie prace obejmą również remont nadwozia, króre swój obecny wygląd zawdzięcza spotkaniu z bandą przy prędkości na poziomie 140 km/h.
Z takimi prędkościami z pewnością chętnie podriftowaliby członkowie Street Racer Poznań Drift Team. Udział w treningu znacznie ułatwia im fakt, że mieszkają oni w stolicy Wielkopolski. Dzięki temu do jedynego działającego pełnowymiarowego Polskiego toru mają w od kilku do kilkudziesięciu minut jazdy samochodem. Nie był to jednak dla nich wystarczający argument. Spośród tej licznej grupy do treningu przystąpił tylko dwóch zawodników. Jarosław „Czarny” Iskierski, wraz ze swoim czerwonym Nissanem 200SX S13 niestety nie najeździł się zbyt długo. Po kilku przejazdach jego samochód zaprotestował przeciwko dalszym wybrykom na torze i zmusił właściciela do oglądania pozostałej części treningu z pozycji widza. Cały trening przejeździł za to Tomasz „Misiuptysiu” Kasprzak w BMW E36 Touring. Jego technika nie dorównuje jeszcze najlepszym zawodnikom, ale dzięki treningowi z pewnością ma szansę już wkrótce dołączyć do czołówki
Pomimo że reprezentanci Street Racer Poznań Drift Team nie przybyli na tor swoimi samochodami, to kilku z nich pojawiło się, aby ocenić siły tych, z którymi już wkrótce przyjdzie im się zmierzyć w bezpośrednich pojedynkach. Łukasz „Zwierzak” Wojtczak zdradził nam, że w tym sezonie nadal ma zamiar walczyć swoim czarnym Nissanem 200SX S13. Nie będzie to już jednak ten sam samochód. Zwierzak pożegnał już bowiem seryjnie montowany silnik o pojemności 1.8 litra. Zamiast niego, w najbliższych dniach, pod maskę zawita pochodząca z wersji S14 dwulitrowa jednostka SR20DET o znacznie większym potencjale tuningowym. To nie jest dobra wiadomość – przy najmniej dla rywali Zwierzaka, wśród których już w zeszłym sezonie było wielu właścicieli mocnych Nissanów z ponad trzystukonnymi SR20DET pod maską. Pomimo stosunkowo słabego samochodu, to właśnie Zwierzak jako jedyny wygrał w 2007 roku dwie imprezy z serii Toyo Drifting Cup, a do końcowego zwycięstwa zabrakło mu zaledwie jednego punktu. Mocniejszy i szybszy „Zwierzak” będzie z pewnością jednym z największych faworytów do ukończenia Toyo Drifting Cup 2008 na pierwszej pozycji.
Nowe części do samochodu „Zwierzaka” leżą już w modyfikującej jego auto firmie Promotor i czekają jedynie na ostateczny montaż. Niestety sytuacja innego bardzo znanego reprezentanta Street Racer Poznań Drift Team nie jest tak komfortowa. Pomimo że sezon zbliża się wielkimi krokami, Michał „Mikso” Krajewski nadal nie wie jakim samochodem będzie w tym roku rywalizował w Toyo Drifting Cup. Co gorsze nie wie czy w ogóle będzie startował w jakichkolwiek zawodach. Skromny budżet tego świetnego kierowcy nie pozwala na zbudowanie samochodu, którym mógłby na równi rywalizować z innymi zawodnikami. Niestety Fiat 125p, którym Mikso startował dotychczas, nie pozwala na to, żeby jego umiejętności znalazły odzwierciedlenie w wynikach zawodów. My mimo wszystko mamy nadzieję, że ktoś pomoże Michałowi i podczas pierwszej tegorocznej rundy Toyo Drifting Cup znów będziemy mogli podziwiać jego jazdę na 100, a czasem nawet na 110 procent możliwości prowadzonego przez niego samochodu.
Członkowie Street Racer Poznań Drift Team nie wzięli czynnego udziału w treningu, ale przecież na nich nie kończy się scena driftingowa w Wielkopolsce. W cieniu lepiej rozpoznawalnych krajan od pewnego czasu znajdował się Piotr Grelka. To zawodnik, który ma już na koncie starty w niejednych zawodach. Na skutek skromnie wyglądającego ciemnofioletowego BMW E36 Sedan i niezbyt widowiskowej jazdy, nie został on nigdy dostrzeżony przez media. Na poznańskim treningu Piotr daje wyraźne znaki, że postanowił skończyć z tą niezbyt efektowną przeszłością. W jego samochodzie pojawiło się twardsze, niższe zawieszenie, które nie tylko nadaje sportowego charakteru dość banalnemu sedanowi, ale również pozwala jego kierowcy rozwinąć driftingowe skrzydła. Piotr wreszcie robi show porównywalny z tym, co prezentuje Łysy z Słupska czy Obebo.
Z niczym nie da się jednak porównać tego, co na torze Poznań wyczynia inny niezbyt często dostrzegany zawodnik. Pochodzący z Wrocławia Tomasz „Kozioł” Kozłowski dosłownie masakruje swoją jazdą. Wspaniałe widowisko w w jego wykonaniu łączy się z płynnością i nienaganną techniką przy pokonywaniu krętej kartingowej trasy. Jeśli chodzi o „Babę Jagę”, to początkowo Kozioł podchodzi do niej z pewną dozą nieśmiałości. Po kilku próbach jednak ośmiela się nieco i atakuje podstępny zakręt z pełną determinacją. Skutek jest wyśmienity – długie, szybkie i efektowne poślizgi, to to na co kibice driftingu czekają od połowy września. Dzięki jeździe Kozła nie muszą oni czekać kolejnego miesiąca do zawodów – wyśmienity drifting mogą zobaczyć już teraz.
Zbrojenia w sprzęt i szlifowanie umiejętności przed sezonem 2008 rozpoczęły się na dobre. Z tuningowych garaży z każdym tygodniem wyjeżdżać będą kolejne profesjonalnie przygotowane driftingowe samochody. Coraz więcej kierowców zacznie pojawiać się na torach i płytach lotnisk, aby testować nowe modyfikacje i doskonalić swoją technikę jazdy. I tak będzie aż do dnia, w którym wszystko zacznie się na dobre – do dnia rozpoczęcia driftingowych zawodów w seoznie 2008. Dla kogoś rok 2008 może być to rokiem Pragi, dla kogoś innego rokiem Dialogu Międzykulturowego, dla nas jednak rok 2008 będzie rokiem driftu!
Tekst i zdjecia: Jakub Mazurkiewicz
wersja do wydruku
powrót do listy aktualności